Kilka słów na Dzień Ojca

Czy wiecie, co jest lepsze od kanapki z masłem orzechowym?

To proste. Dwie kanapki z masłem orzechowym. Tak przynajmniej twierdzą dwa niekwestionowane autorytety z mojego dzieciństwa: Tygrysek z „Kubusia Puchatka” i mój Tata. Do pierwszego z nich nadal mam sentyment i żywię nadzieję, że mimo różnicy pokoleń moje dziecko zapała do niego taką samą miłością. A drugi… spędzi jutro swoje święto w szpitalu na uciążliwych zabiegach.

Tata od zawsze był moim superbohaterem: ekspertem od spraw trudnych, dziwnych i niemożliwych. Utkwiło mi w głowie takie zadanie z jakiejś książeczki dla przedszkolaka: nad ilustracją przedstawiającą różne masywne przedmioty znajdował się wierszyk: „Ciężki jest samochód, tapczan i armata. A co jedną ręką podniesie twój tata?„. Jeszcze zanim poszłam go zapytać, zdążyłam zaznaczyć wszystko. Nie mieściło mi się w głowie, że mogłoby być inaczej. Zresztą czy można się dziwić, skoro np. pierwsze meble do mojego pokoju zrobił zupełnie sam, mimo iż nie jest stolarzem? Pamiętam również, że często suszył mi włosy po kąpieli – a miałam bardzo długie, gęste i strasznie skłonne do plątania się. Kiedyś stwierdził, że zwykłe rozczesywanie jest nudne i zaplótł mi po bokach dwa koki, mianując mnie księżniczką Leią (dla niewtajemniczonych: postać z „Gwiezdnych wojen”). W wolnych chwilach chodził ze mną na lody do eleganckiej (jak na późny PRL) kawiarni, mówiąc, że dama powinna bywać na salonach. Kiedy już jako pełnoletnia drużynowa harcerek, jadąc z podopiecznymi na obóz, trafiłam na nieuczciwego i bezczelnego przewoźnika, zadzwoniłam właśnie do taty. W pięć minut (dosłownie) zorganizował nam dalszy transport, choć nie jest żadnym kierowcą ani spedytorem.

Zamiast zwykłych bajek na dobranoc czytał mi Biblię, „Mistrza i Małgorzatę”, opowiadania Mrożka albo powieści Sienkiewicza. Jeśli uporczywie nie mogłam zasnąć, streszczał mi sposoby polowania na kurdle i ośmioły (z „Dzienników gwiazdowych” Lema). Gdy pytałam przez domofon, kto idzie, odpowiadał „Bambolant” albo „wujek Zenek”. Kpił z gotowych zagadek zamieszczanych w czasopismach dla dzieci i wymyślał własne.  Sobie tylko znanym sposobem pomógł mi przekonać mamę do przygarnięcia zapchlonego i brudnego jak trzy nieszczęścia czarnego kundla, którego najpierw panicznie się bała, a potem traktowała z obrzydzeniem. Przybłęda stał się na długie lata członkiem rodziny, a po jego odejściu to właśnie mama płakała najbardziej. Kiedy tata z kolei usłyszał, jak moja przyjaciółka nazywa mnie Siostrą, stwierdził jak gdyby nigdy nic, że czas dorobić jej klucze do naszego mieszkania… A gdy niedługo później straciła własnego ukochanego tatusia (nomen omen imiennika mojego), powiedział mi, że może teraz mieć dwie córki.

Jako rodzic miał na mnie sposoby, które zawsze skutkowały. Nie pamiętam, żeby czegoś mi kategorycznie zabraniał, a mimo tego posłusznie robiłam to, czego ode mnie oczekiwał. Traktował mnie jak dorosłą, w takim sensie, że wysłuchiwał mojego zdania, liczył się z nim, ewentualnie odradzając złe decyzje lub przewidując ich skutki. Mimo że nie był uczuciowo wylewny, nigdy nie miałam wątpliwości, że naprawdę mnie kocha. To właśnie dzięki więzi z nim łatwo nawiązuję dobre, bezpieczne relacje z mężczyznami w moim otoczeniu.

Zaraził mnie pasją do gotowania, piekąc spontanicznie ciasto z ziemniaków i pokazując, jak kulgać knedle (tak właśnie, kulgać knedle). Do dziś na każde Boże Narodzenie robimy razem pierogi i jest to dla mnie tradycja co najmniej tak ważna, jak ubieranie choinki. Kiedy nie mam pewności, jak zrobić jakąś potrawę, zawsze proszę go o radę, choć z góry wiem, że odpowie: „no tak na oko” albo „tak, żeby było dobrze” .

I na koniec – przepraszam za ten patos, ale nie mogę tego pominąć – wypruwał sobie żyły, żeby pomóc mi utrzymać się na studiach, do tego jeszcze wziął ze mną pierwszy kredyt na mieszkanie i opłacił połowę naszego wesela. Przypłacił to ciężkim zawałem, co dosłownie dowodzi, że poświęcił mi całe serce. Zresztą moim ulubionym fragmentem filmu ze ślubu jest ukazana w zwolnionym tempie chwila, kiedy ojciec odprowadza mnie do ołtarza i spokojnie przekazuje moją dłoń w ręce przyszłego męża. P. na początku nie miał z nim łatwo, chociaż jak na tatę jedynaczki, to mój naprawdę zachowywał się wzorowo wobec rywala w postaci mego wybranka. Słyszałam o wiele gorszych przypadkach.  :lol:

Przykrych wspomnień związanych z moim tatą nie mam. Ból sprawia mi tylko świadomość, że kiedyś (oby w odległej przyszłości) zabraknie go na tym świecie. Jestem wobec tego faktu małą, bezbronną dziewczynką, która po dziecinnemu buntuje się przeciw prawom natury. Zupełnie jak wtedy, kiedy odprowadzając mnie do przedszkola, tata śpiewał mi „Nie płacz, kiedy odjadę”, a ja zawsze beczałam jak głupia…

TATUSIU – DZIĘKUJĘ. JESTEŚ NAJLEPSZYM OJCEM NA ŚWIECIE. 

  4 comments for “Kilka słów na Dzień Ojca

  1. ~Pikuś Incognito
    23 czerwca 2016 o 12:02

    Ładnie napisane.
    Zazdroszczę Twojemu tacie.

    • 24 czerwca 2016 o 14:59

      Dziękuję, ja z kolei sama sobie zazdroszczę, bo wiem, że jestem szczęściarą. Coś czuję, że Twoje córki myślą o Tobie w podobny sposób.

  2. 24 czerwca 2016 o 12:34

    No i ja tez się poryczałam po Takim wzruszającym, osobistym wpisie…Muszę powiedzieć, że Twój Tato wydaje mi się dość specyficzny – ale w bardo pozytywnym sensie :) Nie znam chyba drugiego takiego tatusia, który czytałby małemu dziecku tego typu lektury :) Mój gustował bardziej w przygodach Winnetou i powieściach historycznych Bunscha, ale również zaszczepił we mnie wielką miłość do literatury.

    • 24 czerwca 2016 o 14:56

      To prawda, nie znam chyba drugiego takiego człowieka jak mój ojciec… w żadnym sensie :) Im jestem starsza, tym bardziej dostrzegam, ile różnych rzeczy we mnie zaszczepił – pasji, nawyków, poglądów etc. Tak więc oboje jesteśmy specyficzni.
      A tak nawiasem mówiąc, czytając Twój blog i Twoje komentarze nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mamy podobne wykształcenie. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *