Rodzinka przy świątecznym stole

Znacie to powiedzenie, że goście sprawiają radość dwa razy: kiedy przychodzą i kiedy wychodzą? Coś w tym jest, chociaż ten pierwszy element cieszy nas o niebo bardziej. Od adopcyjnych narodzin Księżniczki bez przerwy ktoś nas odwiedza i co chwilę zapowiadają się nowe osoby. Oczywiście, jest to nieco męczące (bo przecież trzeba posprzątać, upiec ciasto, a jeśli przybysze są z daleka, to i podać obiad), ale radość ze spotkania wynagradza wszystko z nawiązką. Tym bardziej, że nasza córcia ma taką moc przyciągania, iż przywiodła do nas dawno niewidzianych przyjaciół z różnych zakątków kraju, od Bałtyku po stolicę.

Również w Święta nie obyło się bez gości, tym razem tych z najbliższej rodziny. Trochę się obawialiśmy o logistykę – no bo wiadomo: szczekający na wszystko pies, absorbujące dziecko, przygotowywanie i podawanie jedzenia, a do tego jeszcze rodzice obojga z nas – co prawda nastawieni wobec siebie życzliwie, ale też żyjący na co dzień w zupełnie innych światach i, co gorsza, mający całkowicie przeciwne poglądy polityczne, więc o punkt zapalny bardzo łatwo. Dziś już mogę powiedzieć, że zdaliśmy ten egzamin śpiewająco. Jedzenie było pyszne, rodzinka się dogadywała, Reksio połknął na raz upuszczony przeze mnie kawał ciasta i nie zdechł, czyli cud, miód i orzeszki. Tylko Księżniczka na złość odwiedzającym przespała dokładnie cały wielkanocny obiad. Dziadkowie byli nieco rozczarowani, ale aż miło się patrzyło, kiedy stali wokół jej leżaczka, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Specjalnie wymieniliśmy baterie w aparacie, żeby uwiecznić pierwsze wspólne Święta, a tymczasem na zdjęciach widać grono przejętych dorosłych i drzemiącego w najlepsze bobasa. :) Tak czy inaczej będzie o czym opowiadać dziecku, a przecież o to w tym chodzi.

Zresztą nasza córa zdecydowanie jest księżniczką – i tak, jak niedawno sugerowała Izzy w komentarzu, jeśli mała zacznie marudzić, będę chyba musiała sprawdzać, czy pod materacyk nie zaplątało się ziarnko grochu. ;) Ma bowiem swoją czterokołową karocę, własną komnatę, królewskie łoże i służbę na każde zawołanie. Ostatnio oprócz „nakarm!” i „przewiń!” praktykuje również rozkaz „baw mnie!”, którego wykonanie potrafi nastręczać pewnych trudności, ale za to ile daje obopólnej satysfakcji, kiedy już się uda!

Korzystając z okazji, we czworo (P., Księżniczka, Reksio i ja) życzymy Wam radosnego świętowania w gronie najbliższych lub własnym… i ładniejszej pogody za oknem, bo póki co mamy Śnieganoc. Wesołego Alleluja!

  2 comments for “Rodzinka przy świątecznym stole

  1. 19 kwietnia 2017 o 22:13

    To musiały być dla Was naprawdę wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju Święta :) (Choć sama chyba bym tego nie przeżyła, bo jestem wyjątkowo aspołeczną jednostką i nie znoszę tłumów przewijających się przez nasze mieszkanie ;) ) Ale najważniejsze przecież, że jesteście już we trójkę – a wszelkie inne okoliczności schodzą w takiej sytuacji zdecydowanie na dalszy plan :)

  2. 19 kwietnia 2017 o 23:11

    Niezapomniane chwile za Wami. Przywołałaś wspomnienia, bo i u nas Święta Wielkanocne były tymi pierwszymi razem, niedługo po spotkaniu. A tu już trzecie za nami. Aż trudno uwierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *