O pieskim życiu raz jeszcze

Dzisiejszy tekst miał być lekkostrawny i dotyczyć naszego życia z Księżniczką, ale dostałam od Was tyle różnych wiadomości z pytaniami o Reksia, że nie wypada się do nich nie odnieść.

Przede wszystkim dziękuję za wszystkie porady i słowa wsparcia. Bałam się publikować poprzedni wpis, bo spodziewałam się, że zostanę zjedzona żywcem za sam pomysł oddania psa. Jestem zaskoczona zrozumieniem, z jakim spotkała się nasza sytuacja. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.

Jeżeli chodzi o głównego bohatera tej całej historii, to walka trwa. Nie przerobiliśmy jeszcze Reksia na parówki, choć bywa blisko ;) – czasem nawet bardzo, bo dwa dni temu zwierzak przeszedł kastrację. Nie wiem, czy to coś da, ale tak czy siak przed oddaniem go zabieg był konieczny. Jak widać, działamy dwutorowo: szukamy mu domu, ale jednocześnie nad nim pracujemy. Staramy się konsekwentnie stosować rady behawiorystki, chociaż przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia. Nasz pies nie jest może wybitnie mądry, ale na pewno nie brakuje mu sprytu i po prostu uodparnia się na przećwiczone sztuczki. To, co raz i drugi zadziała, aby odwrócić jego uwagę, za trzecim już nie poskutkuje, bo ciapek wie, co jest grane.

Pytaliście także o to, jak ja się czuję. Jak schizofreniczka. Kiedy widzę (i niestety słyszę) tego naszego drącego paszczę potwora, to mam najszczerszą ochotę go „temi rencami” udusić na miejscu i pocałować w pychol jednocześnie, bo wiem, jak on się przy tym stresuje i ogromnie mi go żal… Mało tego, cały czas mam przed oczami sytuacje spotkań Reksia z innymi dziećmi; żadna z nich nie dawała nam poważniejszych powodów do niepokoju. Weźmy pierwszy przykład z brzegu i to dosłownie – w bloku naprzeciwko mieszkają nasi dalecy znajomi, którzy mają córeczkę, obecnie pięcioletnią. Dziewczynka, odkąd zaczęła chodzić, upatrzyła sobie naszego psa (prawdopodobnie dlatego, że przypominał jej ulubioną pluszową zabawkę). Piszczała do niego z daleka, podbiegała i rzucała mu się na szyję. Reksio był zachwycony!!! Pilnowaliśmy tylko, żeby jej z tej radości nie przewrócił. Jedyną „krzywdą”, jaką wyrządził małej, było chwycenie w zęby jej maskotki, którą nieopatrznie machała mu przed nosem. Najwyraźniej odebrał to jako sygnał do zabawy. Do dzisiaj bardzo się oboje lubią… Takie przykłady można by mnożyć. W naszym domu Reksio zawsze był trochę bardziej ostrożny wobec dzieci, ale nigdy żadnego nie zaatakował, nawet nie próbował. Jeżeli już, to ostrzegawczo szczekał.

Z Księżniczką jest inaczej. Nawet po kastracji, kiedy wrócił do domu jeszcze półprzytomny od narkozy – pierwsze co zrobił, to zaczął ujadać na drzwi pokoju małej. Ostatnio niosłam na ręku jej kocyk, pies chyba sądził, że mam w nim dziecko – skoczył i złapał koc zębami. Trafił przy okazji w moją rękę. Ugryzienie nie było Bóg wie jak mocne, nie mam po nim śladu, ale dwumiesięcznemu dziecku mogłoby poważnie zaszkodzić.

I na koniec ciekawostka – może jest tu jakiś psiarz, który rozszyfruje zachowanie czworonoga? Otóż, kiedy szłam zaprowadzić Reksia na kastrację, musiałam zabrać ze sobą córcię w wózku. Pominę całą logistykę i wychodzenie z domu, ale ostatecznie się udało. Początkowo mała spała i wyobraźcie sobie, że pies w ogóle na nią nie reagował. Siedzieliśmy godzinę (!!!) w poczekalni i raz tylko zajrzał do wózka. Ożywił się, gdy Księżniczka zaczęła się budzić; próbował się do niej dostać, ale jego postawa różniła się od tej z domu; był ciekawy, wąchał, ale nie ujadał i nie rzucał się na wózek. Zastanawia mnie, czy to tylko kwestia obcego terenu, czy stresu związanego z wizytą w lecznicy, czy jednego i drugiego? I tak sobie gdybam, że może faktycznie trzeba spróbować na nowo oswoić tych dwoje na neutralnym gruncie. Może poprzednio trwało to za krótko?

Spróbuję zaangażować męża i po weekendzie dam Wam znać, czy jest jakiś rezultat albo chociaż cień nadziei…

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze. Chociaż na pierwszym miejscu jest oczywiście bezpieczeństwo córeczki, to dobro psa nie pozostaje nam obojętne. Próbujemy robić wszystko, żeby w końcu poczuł się dobrze – jeśli nie w naszym domu, to w innym…

  7 comments for “O pieskim życiu raz jeszcze

  1. ~J.
    19 maja 2017 o 17:33

    Ktoś „wlazł” na jego teren i nawet nie próbuje go głaskać, ani go przekupić? Może to to?

    • 29 maja 2017 o 19:05

      Nie wiem, zapytaj Reksia :P

      • ~J.
        31 maja 2017 o 10:19

        Zapytam jak spotkam. Sobie z nim pogadam:p

  2. ~Tyśka
    19 maja 2017 o 20:12

    No to chyba widzę światełko w tunelu. Ewidentnie skubaniec pilnuje swojego terenu. Księżniczka jest dla niego za mała, nie ma z nią żadnej interakcji. Traktuje Małą jak szczeniaka. Spróbujcie faktycznie na neutralnym gruncie.
    Nie wiem czy w tym wieku kastracja coś da – nawyki są już utrwalone i zakodowane. Ale wszystkiego warto spróbować.
    Kochana, wcale Ci się nie dziwię, że masz ochotę przerobić go na parówki – ujadanie, szczekanie, rzucanie się na Małą no i te ciągłe zamartwianie się może doprowadzić do schizofrenii bez dwóch zdań. Ale szkoda mi tego „wrednego” ujadacza. Chyba bym go tak wyzwała, że by mu w łapy poszło. Dostałby ode mnie taką burę, że odechciałoby mu się podskakiwać. Niezmiennie trzymam za Was kciuki!!!!

    • 29 maja 2017 o 19:05

      Ponowne wyjście na neutralny grunt przyniosło tyle, że teraz Reksio skacze nawet na wózek. Spacer przestaje go interesować. Wrrr no uduszę dziada, słowo daję. A z futra zrobię poduszki.

  3. ~Ula
    20 maja 2017 o 13:37

    Też mi się wydaje, że on nie widzi w Księżniczce dziecka tylko jakieś stworzenie, którego nawet nie może dokładnie pooglądać i się z nim zapoznać. Przekupstwo może zadziałać. Nawet jak niesiesz sam kocyk to możesz schować w nim jakieś smaki i dać mu razem z kocykiem albo niech po prostu z niego wypadają. Po kilku razach na widok kocyka Reks będzie czekał na smaki. To samo z innymi przedmiotami związanymi z dzieckiem. Ważne by nie dawać smaków jak pies nie jest spokojny.

    • 29 maja 2017 o 19:03

      Jest dokładnie tak, jak piszesz na początku. Reksio widzi w Księżniczce stworzenie, nie człowieka.
      Ze smakami w kocyku spróbuję – teraz było to utrudnione, bo pies chodził w kołnierzu po operacji.
      Nie dawać smaków, jak pies nie jest spokojny – on w ogóle nie jest spokojny w pobliżu dziecka. Nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *