Czego nie powie Wam ośrodek adopcyjny?

Jesteśmy już po rozprawie. Czekamy na uprawomocnienie postanowienia sądu i nowy akt urodzenia Księżniczki. Można więc powiedzieć, że nasza oficjalna współpraca z OAO dobiega końca. O tym, jak ona przebiegała, pisałam od samego początku istnienia tego bloga. Dzisiaj zajmę się kwestiami, których… nie było.

Od razu zaznaczam, że treścią ani celem tego wpisu nie jest oczernianie naszego ośrodka, bo też nie mamy ku temu żadnych powodów. Przeszliśmy ciekawy, wartościowy merytorycznie kurs, krótko czekaliśmy na dziecko i otrzymaliśmy propozycję nie tylko zgodną z oczekiwaniami, ale można powiedzieć, że je przewyższającą. Od początku mieliśmy też dostęp do wszystkich informacji o córeczce, którymi ośrodek dysponował. W trakcie całej, łącznie prawie dwuletniej procedury, pojawiły się może ze dwie sytuacje, które pozostawiły niewielki niesmak; pisałam o nich na bieżąco, nie ma sensu powtarzać. Dzisiejszy tekst zamieszczam jako pewne uzupełnienie, głównie z myślą o tych z Was, którzy dopiero rozważają adopcję lub są na początku drogi. Jest oparty o doświadczenia nasze oraz znajomych z innych OA.

Czego zatem nie powie Wam ośrodek adopcyjny?

PO OTRZYMANIU PROPOZYCJI DZIECKA MACIE PRAWO DO SKRAJNYCH EMOCJI

Podczas jednego ze spotkań kursowych prowadząca opowiadała o parze, której zaproponowano zdrowe, śliczne maleństwo. Para podobno zareagowała szeregiem wątpliwości i poprosiła o czas do namysłu. Do dziś pamiętam, że pani, która o tym mówiła, wydawała się zdziwiona taką postawą. Uchylę Wam teraz rąbka tajemnicy: u nas było niemal identycznie. Nieważne, ile się czeka na telefon. Nieważne, czy ma się już gotowy pokoik i odłożone pieniądze na wyprawkę, czy też nie. TEN telefon zawsze jest szokiem, a natłok wiadomości o dziecku przyprawia o zawrót głowy. I nie ma w tym nic dziwnego, że pomimo 100 pozytywnych informacji o maleństwie uczepicie się akurat tej jedynej negatywnej i zaczniecie ją wyolbrzymiać. Ani w tym, że zaczniecie sobie zadawać pytania, na które wydawało Wam się, że dawno już znacie odpowiedzi (na przykład o to, co z Waszym życiem zawodowym albo kto w razie potrzeby pomoże Wam w opiece nad pociechą). To normalne, że macie wątpliwości i że radość przeplata się z paniką. Dajcie sobie czas na ochłonięcie i przemyślenie wszystkiego, zanim podejmiecie najważniejszą decyzję w Waszym (i być może dziecka!) życiu.

PROPOZYCJA MOŻE NIE ODPOWIADAĆ WASZYM OCZEKIWANIOM

Ta kwestia jest niełatwa do opisania, tym bardziej, że my akurat nie przeżyliśmy takiej sytuacji. Nie znaczy to niestety, że należą one do rzadkości. Dlaczego tak się dzieje? Ośrodek adopcyjny jest zobowiązany do szukania rodziców dzieciom z podległego sobie rejonu. To ich dobro stanowi priorytet, dlatego do każdego malucha próbuje się dopasować rodzinę. Jest to trudne dla obu stron, chociaż zdecydowanie bardziej traumatyczne dla kandydatów, którzy nierzadko długo i boleśnie przeżywają odmowę przyjęcia konkretnego dziecka (albo, co gorsza, godzą się na propozycję wbrew sobie, co może być katastrofalne w skutkach). Czasami zdarza się, że chociaż profil dziecka nieznacznie odbiega od oczekiwań potencjalnych rodziców, to po zapoznaniu się z nim odrzucają wcześniejsze wątpliwości i świadomie, z pełnym przekonaniem decydują się na adopcję. Słyszałam też – i to z pierwszej ręki – o takich przypadkach, kiedy np. parze czekającej na jedno zdrowe dziecko do 3. roku życia zaproponowano niepełnosprawne rodzeństwo w wieku szkolnym, a odmowę potraktowano jako obrazę majestatu i wykluczono owo małżeństwo z kolejki na długi czas – czyli ludzi po podwójnej traumie pozostawiono bez wsparcia, za to z wyrzutami sumienia. Mam nadzieję, że takich ośrodków w Polsce nie ma wielu. Wspomniana sytuacja dotyczy akurat koleżanki z innego województwa, szczegółów nie podam, żeby nikogo nie uprzedzać. Wiem jednak, że i w naszym OA zdarzają się dzieci – wybaczcie określenie – „trudno adoptowalne” i ośrodek już podczas podejmowania próby znalezienia im rodziny w pewnym sensie spodziewa się porażki. Myślę, że najistotniejsza jest tutaj empatia pracowników i zrozumienie tego, co przeżywają ludzie po drugiej stronie biurka.

MACIE PRAWO ODMÓWIĆ PRZYJĘCIA DZIECKA

O tym oczywiście ośrodki (chyba wszystkie) informują już na wstępie, ale niektóre straszą konsekwencjami: znacznym wydłużeniem czasu oczekiwania, koniecznością podjęcia terapii lub przejścia dodatkowych szkoleń etc. W naszym przypadku jedna z pań już na początku procedury powiedziała, że po ewentualnej odmowie trzeba dać sobie czas na uporanie się z własnymi emocjami – i z tym się jak najbardziej zgadzam. Pewnie istotny jest też powód odmowy; co innego, gdy ktoś nie decyduje się na adopcję np. dziecka chorego i w dodatku o wiele starszego, niż deklarowano przy kwalifikacji, a co innego, gdy para nagle okazuje się niegotowa na przyjęcie choćby takiej naszej Księżniczki. Kiedyś wyczytałam na Bocianie (to taka dygresja, bo w końcu użytkownicy forum to nie OA), że jeśli ktoś w ogóle bierze pod uwagę, że odmówi po otrzymaniu propozycji, to nie nadaje się na rodzica. Absolutnie tak nie uważam. Wiadomo, że dziecko to nie przedmiot i chyba nikt, kto uzyskał kwalifikację, nie odmawia z błahego powodu typu niezgodny z marzeniami kolor oczu szkraba. Ja na przykład wiem, że nie dałabym sobie rady z maluchem o znacznym stopniu niepełnosprawności, wymagającym kosztownego i bardzo systematycznego leczenia. Myślę natomiast, że takiemu dziecku o wiele lepiej byłoby chociażby w większym mieście, gdzie jest lepszy dostęp do lekarzy i może w zamożniejszej rodzinie, która pełniej zaspokoiłaby jego potrzeby. I nie ma to nic wspólnego z tym, że gardzę chorym smykiem albo się nim brzydzę, bo to nieprawda. Jedna z pań na szkoleniu porównała  adopcję do małżeństwa: mało kto w dzisiejszych czasach decyduje się na ślub z partnerem, co do którego nie jest przekonany. Oczywiście nie wiadomo, co przyniesie przyszłość; partner może odejść, dziecko zachorować. Jednak do budowania trwałej więzi od samego początku potrzebna jest choć minimalna dawka chemii i zaufania. Jeżeli jej nie ma, to moim zdaniem lepiej nie zaczynać.

WSZYSTKO, CO POWIECIE W OŚRODKU, MOŻE BYĆ UŻYTE PRZECIWKO WAM

No dobra, trochę straszę. Przecież ośrodkom nie chodzi o to, żeby Was łapać za słówka i za wszelką cenę wyszukiwać w Was wady. Wręcz przeciwnie! Na podstawie własnego doświadczenia wiem jednak, że pracownicy OA rozmawiają o kandydatach również za ich plecami – i nie zawsze są to komentarze życzliwe. Tego właśnie dotyczył jeden z tych nielicznych zgrzytów we współpracy z ośrodkiem, o których wspomniałam we wstępie. Przyznaję, jest to taka gorzka piguła, która do tej pory stoi mi w gardle – bo okazuje się, że kiedy człowiek wychodzi z roli interesanta w instytucji, a staje się sobą, to czasem nieświadomie odkrywa jakieś słabości, które potem mogą zostać wytknięte i to całkiem oficjalnie. Uczciwie muszę jednak przyznać, że sami jesteśmy sobie winni, może od kilku wypowiedzi należało się zwyczajnie powstrzymać. Jeżeli poczuliście się nieswojo, to na uspokojenie dodam, że mimo wszystko lubimy kontakt z paniami z OAO i większość spotkań z nimi przebiegła w naprawdę przyjaznej atmosferze – choćby ostatnia wizytacja w domu, która miała charakter miłej rozmowy o funkcjonowaniu ośrodka, a nie np. tropienia ewentualnych błędów w opiece nad Księżniczką.

BIUROKRACJA, WSZĘDZIE BIUROKRACJA!

Na zakończenie wspomnę jeszcze o kwestii, którą znam również z własnego podwórka. Pracą ośrodka, jak wielu innych instytucji czy firm, rządzą statystyki, przez nas w szkole nazywane po prostu słupkami. Wam pewnie też nie są one obce bez względu na uprawiany zawód: wykonanie planu sprzedaży, wyniki egzaminów zewnętrznych, liczba przeprowadzonych transakcji itd. Czasem potrafią skutecznie odebrać radość z wymarzonej pracy. Pracownicy siedzą zagrzebani po uszy w dokumentach (pomnóżcie zawartość Waszej teczki przez liczbę osób na kursie, a to przecież tylko wierzchołek góry lodowej), a  z wyników swojej pracy są rozliczani przez wojewodę (jeśli się mylę, to niech mnie ktoś poprawi). Dzisiaj często się słyszy o rozwiązywaniu ośrodków adopcyjnych, dlatego tym ważniejsza jest skuteczność ich działania. Myślę, że trudno tutaj zachować balans pomiędzy indywidualnym i zwyczajnie ludzkim podejściem do kandydatów, a bezdusznymi zawodowymi formalnościami. A tego przecież my, kandydaci, oczekujemy przez całą naszą drogę do adopcji…

Rozpisałam się dzisiaj koszmarnie, ale jak widzicie, samych kwestii przemilczanych przez ośrodki nie ma wiele. Może następnym razem dla równowagi opiszę to, do czego nas ośrodek przygotował?

  11 comments for “Czego nie powie Wam ośrodek adopcyjny?

  1. ~Pikuś Incognito
    15 czerwca 2017 o 00:56

    Poruszyłaś bardzo ciekawy temat, który określiłbym mianem „Polityka Ośrodków Adopcyjnych”. Być może jednym z kluczowych pytań, na które muszą sobie odpowiedzieć rodzice zgłaszający się do Ośrodka Adopcyjnego, jest to, czy ta polityka im odpowiada.
    Wydawałoby się, że dobieranie najlepszych rodziców dla danego dziecka jest najwłaściwszym rozwiązaniem. Jednak kto o tym decyduje? Jedna pani z drugą panią.
    Jakiś czas temu zupełnie zdrowe, trzymiesięczne dziecko (przebywające w naszym pogotowiu), zostało przysposobione przez rodziców, którzy kwalifikację otrzymali kilka miesięcy wcześniej. Są to bardzo mili ludzie i cały czas mamy z nimi kontakt, więc wiemy, że sami byli zaskoczeni tak szybką propozycją dziecka. Co więc było kryterium doboru? Majętność rodziców? A może coś innego? Tylko co może decydować o tym, że zdrowe niemowlę zostanie zaproponowane osobom czekającym kilka miesięcy, a nie kilka lat (w tym samym ośrodku). Być może tak jak napisałaś – wybrzydzanie.
    Aktualnie jedno z naszych dzieci spotyka się z rodzicami adopcyjnymi, dla których chłopiec jest już szóstym proponowanym dzieckiem. Jest to inny ośrodek, którego polityka jest taka, że rodzice określają tylko wiek i płeć. Każde dziecko przeznaczone do adopcji jest proponowane każdej rodzinie (według kolejności na liście), które spełnia te dwa kryteria. W takim przypadku zasady są oczywiste, nie ma podejrzeń o jakiekolwiek kumoterstwo. Nie ma też negatywnych reakcji na odmowę jakiegoś dziecka. Jest tylko jeden problem – wytrzymałość rodziców. Ci, o których wspomniałem, rozważali już rezygnację z adopcji, bo cała proponowana im wcześniej piątka była dość mocno upośledzona, a oni czekali na dziecko zdrowe (z niewielkimi zaburzeniami).
    Sam nie wiem, który wariant jest lepszy.

    • 18 czerwca 2017 o 15:23

      U nas nie wolno było określać płci, za to byliśmy pytani o wiek i stan zdrowia dziecka. Nie słyszałam o żadnym przypadku kumoterstwa, a przynajmniej nie w naszym OA. Nie wiem, dlaczego to akurat nas spotkało szczęście w postaci Księżniczki. Nie mamy żadnych znajomości w OA, wręcz przeciwnie, jedna z pań powiedziała nam wprost, że jesteśmy nielubiani – ale chyba z kolei nie na tyle, żeby upchnąć nam dziecko i mieć nas z głowy, tym bardziej, że to dobro dziecka jest przecież najważniejsze. Spośród czterech dotychczasowych propozycji w naszej grupie kursowej trzy okazały się strzałami w 10 – wszyscy dostaliśmy NASZE dzieci. Ta jedna nietrafiona propozycja też powiedzmy mieściła się w marginesie błędu, tzn. ośrodek mógł mieć nadzieję, że para powie „TAK”, chociaż przypadek nie należał do najłatwiejszych. Pod względem doboru dzieci uważam, że nasz OA robi świetną robotę, szukając rodziców dla konkretnego dziecka, a nie przydzielając z kolejki. Przed telefonem gdzieś tam po cichu liczyłam się z tym, że może za pierwszym razem będziemy musieli odmówić, ale nie wyobrażam sobie przechodzić tego 6 razy, jak to małżeństwo, o którym piszesz. Dla mnie to, o czym mówisz, przypomina trochę rekrutację do pracy – szef (czyli rodzic) przegląda sobie CV (kartę dziecka) i jak mu w końcu któreś podpasuje, to bierze, jak nie, to niech sobie szuka roboty (domu) gdzie indziej. Brzmi okrutnie, choć pewnie jeśli taki sposób doboru dzieci jest jasny od początku procedury, to obie strony patrzą na to inaczej.

      • ~Pikuś Incognito
        18 czerwca 2017 o 17:26

        Ośrodek, o którym wspomniałem (w którym podstawowym kluczem jest miejsce na liście), jest ośrodkiem katolickim. Nie pytamy o to naszych rodziców adopcyjnych, ale prawdopodobnie konieczne jest zaświadczenie o byciu praktykującym katolikiem i nie jest prostą sprawą zakwalifikowanie do odbycia szkolenia. Być może to powoduje, że każda rodzina (która otrzyma kwalifikację) w oczach ośrodka jest równie wspaniała dla każdego dziecka. Oficjalna wykładnia jest taka, że dziecko jest najważniejsze i jeżeli zostanie zaproponowane każdej rodzinie, to jego szanse na adopcję są większe. Szkoda, że nikt nie kieruje się dobrem rodziców adopcyjnych.
        Jednak rodzicom, którzy przeszli szkolenie w tym ośrodku chyba to nie przeszkadza (może z pominięciem jednych). Zastanawiające jest to, że wszyscy przychodzący z tego ośrodka są bardzo bogobojni. Nie jest to dla mnie jakimś problemem, chociaż gdy dzisiejsi rodzice adopcyjni przyszli na spotkanie z dzieckiem dwie godziny później, bo musieli rano pójść do kościoła, to trochę mnie to zdziwiło.

        • 18 czerwca 2017 o 19:25

          „Być może to powoduje, że każda rodzina (która otrzyma kwalifikację) w oczach ośrodka jest równie wspaniała dla każdego dziecka.” – najwidoczniej nie jest, skoro 5 razy z rzędu trafia się odmowa. Pamiętam burzę na Bocianie właśnie odnośnie ośrodków katolickich. Sama nie mam na ten temat zdania. Ich obecność mi nie przeszkadza, kto wie, czy sami byśmy nie skorzystali, gdyby takowy znajdował się gdzieś blisko. To co piszesz, wydaje mi się dziwne (nie wiem, czy to dobrze ujęłam – nie treść Twojego komentarza jest dziwna, tylko procedura w KOA), ale tak jak wspomniałam poprzednio – jeżeli przebieg procedury jest z góry znany i odpowiada kandydatom, to jestem w stanie to zrozumieć.

      • 18 czerwca 2017 o 22:53

        Jak to możliwe, że wprost Wam powiedziano, że jesteście nielubiani? Niby na jakiej podstawie? Mieliście jakieś wielkie wymagania ? Nie sądzę. A może zadawaliście za dużo pytań? Nie wyobrażam sobie jak tak można.

        Placówki Katolickie chyba rządzą się swoimi prawami. I ok, nie mam nic przeciwko póki nikogo nie dyskryminują i faktycznie kierują się dobrem dziecka.

        • 19 czerwca 2017 o 09:17

          Izzy, obiecałam sobie, że na blogu będę pisać prawdę. A ta przeważnie leży pośrodku. Widocznie sobie zasłużyliśmy ;)
          Więcej napiszę Ci przy okazji w wiadomości prywatnej, bo tu nie za bardzo mogę, żeby rykoszetem nie oberwał ktoś, kto nie powinien.

          • 19 czerwca 2017 o 10:14

            Masz rację, nie powinnam była pytać na forum ;) Ale jakoś tak mi ciśnienie się podniosło jak przeczytałam. A swoją drogą to nikt nie zasługuje na to, żeby mu powiedzieć, że się go nie lubi (mam na myśli ośrodek) Mogą sobie myśleć co chcą, napisać coś tam w opinii, ale mówić?
            Koniec tematu :))

  2. 16 czerwca 2017 o 00:18

    Przede wszystkim wielkie gratulacje :) <3

    U nas w ośrodku przez cały czas powtarzano, że dzieci dobiera się do rodziców a nie odwrotnie. Jeśli faktycznie tak jest, to dla mnie ma to sens i jest uczciwe, szczególnie w stosunku do dziecka.
    Według mnie dzieci to nie jakiś towar po który ustawiamy się w kolejce. Powinno brać się pod uwagę wiele rzeczy np. osobowość kandydatów, kto sobie z tym dzieckiem najlepiej poradzi, kto mu najlepiej pomoże. Mojej znajomej na przykład zaproponowano zdrową 5-latkę, ale z traumą. Wybrano ich, bo mieszkają na wsi, dziewczynka kocha zwierzęta, wspaniale odnalazła się w miejscu, gdzie ma spokój, konie, krowy itd. oraz przede wszystkim przestrzeń. Jej mama adopcyjna ma wspaniały charakter do tego, by wziąć ją za rękę i prowadzić przez świat.
    Jedni będą w wielu 40 lat za "starzy" na maluszka a inni mogą być wspaniałymi kandydatami, bo akurat są aktywni i "młodzi duchem"
    Myślę, że wiek dziecka, płeć i moja kolej to za mało. My czekaliśmy na NASZE dziecko. Skoro nie dzwonili to uznaliśmy, że jeszcze go nie ma.

    Z tym odmawianiem przyjęcia propozycji to nie wiem jak jest. W ośrodku wprawdzie mówili, że lepiej odmówić, niż ma być adopcja nieudana, ale jak by było w rzeczywistości to nie wiem. Najgorzej jest chyba jeśli właśnie parze czekającej na zdrowego maluszka, proponują starszaka i to dodatkowo chorego po to tylko, by gdzieś tam odnotować, że dziecko zostało zaproponowane.

    Ja akurat czułam się mało przygotowana jeśli chodzi o samą opiekę nad dzieckiem. Wszystko musiałam robić instynktownie, uczyć się na własną rękę.
    Widzę, że w niektórych ośrodkach kandydaci są traktowani tak jak na szkole rodzenia. U nas nie. Być może dlatego, że byliśmy pomieszani z ludźmi, czekającymi na starszaki. Wszystko to co do tej pory osiągnęłam, to tylko dzięki sobie, nie przygotowaniu przez ośrodek.

    Cieszę się, że są takie blogi, można poznać inne rodziny adopcyjne. Jesteśmy niby tacy sami a jednak inni. Ze strony ośrodka ich praca z nami kończy się w momencie uzyskania dokumentów a dla nas życie dopiero się przecież zaczyna…
    Pozdrawiam serdecznie całą rodzinkę :)

    • 18 czerwca 2017 o 15:27

      Nasz ośrodek jest dosyć mały, dlatego kandydaci nie są dzieleni na grupy szkoleniowe według oczekiwanego wieku dziecka. Mieliśmy jedne zajęcia o pielęgnacji niemowląt, ale niewiele z nich pamiętam. Owszem, uważałam, ale ponieważ sądziłam, że noworodków do adopcji faktycznie nie ma, to jakoś nie przypuszczałam, że mi się to przyda i nie wysilałam się, żeby zapamiętać. Dlatego tak jak piszesz, wszystkiego uczę się od podstaw. Z drugiej strony jest to bardzo przyjemna nauka i tak czy siak żadna teoria nie byłaby w stanie jej zastąpić!

  3. 17 czerwca 2017 o 13:00

    Mógłbym się podpisać pod powyższym tekstem. I wielkie dzięki za jego zamieszczenie na blogu.
    O swoich przejściach i refleksjach napisałem w notce:
    http://przysposobienie.blogspot.com/2017/06/osrodek-adopcyjny-obraz-nedzy-i-rozpaczy.html
    Wiem co oznacza „propozycja nie do przyjęcia” i wiem co oznacza gdy OA pozostawia ludzi bez wsparcia po takim przeżyciu. Wiem tez ile trzeba wysiłku by samemu z tego wyjść.
    Pozdr
    M

    • 18 czerwca 2017 o 15:37

      Przeraził mnie tytuł wpisu na Twoim blogu, bo jest bardzo mocny, ale z treścią się w większości zgadzam. Nie chcę się wypowiadać o finansowaniu OA, bo nie jestem w tej kwestii kompetentna, ale my raczej nie mogliśmy narzekać na jakość szkolenia ani materiałów, profesjonalnej kadry tym bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *