Kim powinien być ojciec w życiu córki?

Ojciec Agaty pewnego dnia przyłożył jej nóż do policzka i oznajmił, że jeżeli mu się sprzeciwi, to w każdej chwili może ją oszpecić na resztę życia. Kiedy już jako dorosła kobieta umówiła się ze znajomym, usłyszała w domu, że najwidoczniej swędzi ją krocze. Rodzina miała założoną niebieską kartę, ale przed pracownikami MOPSu czy policji tatuś udawał idealnego, dumnego ze swojej córki. Ponieważ nie bił, trudno było mu cokolwiek udowodnić.

Milena pochodzi z małej wioski. Ojciec nigdy nie zaakceptował jej decyzji o pójściu na studia. Oczekiwał od niej poślubienia chłopaka z sąsiedztwa i podjęcia pracy w lokalnym spożywczaku. Przez pięć lat studiów nie dostała od niego ani grosza; był przekonany, że bez jego pieniędzy szybko porzuci marzenia i wróci do domu. Tak się jednak nie stało. Milena zdobyła wyższe wykształcenie, pracuje w zawodzie, a z ojcem nie utrzymuje żadnych kontaktów, podobnie zresztą jak jej młodsza siostra.

Podczas wesela Pauliny ojciec wziął ją na stronę i zakomunikował, że teraz, kiedy się w pełni usamodzielniła i założyła własną rodzinę, może w końcu odejść od jej matki i zacząć nowe życie u boku o połowę młodszej kochanki. Następnego dnia się wyprowadził. Rodzice Pauliny byli małżeństwem od 30 lat; przez cały czas wierzyła, że udanym. Świeżo upieczona żona, zamiast cieszyć się miesiącem miodowym, musiała wyciągać mamę z depresji.

Wszystkie powyższe historie są autentyczne, zmieniłam tylko imiona bohaterek. Znam te dziewczyny, widziałam, co przeżywały. I kiedy myślę dzisiaj o swoim tacie, tylko upewniam się w przekonaniu, że urodziłam się we właściwej rodzinie. Mój ojciec był (i jest) dla mnie tym, kim powinien, a nawet więcej:

- opiekunem,

- towarzyszem zabaw,

- przyjacielem i powiernikiem sekretów,

- nauczycielem (matematyki, fizyki, literatury, muzyki, gotowania, pływania, jazdy na rowerze, obsługi komputera i miliona innych rzeczy!)

- lekarzem (jako dziecko wierzyłam, że potrafi wyleczyć wszystkie choroby świata, nie tylko stłuczone kolano),

- osobistym szoferem (mieliśmy kupione za grosze zabytkowe volvo; uwielbiałam nim jeździć!),

- sponsorem (do tej pory zachodzę w głowę, skąd brał pieniądze na moje zachcianki…),

- adwokatem,

- głosem rozsądku, co tym trudniejsze, że sam jest roztrzepany.

Od urodzenia prowadził mnie za rękę i czasem mam wrażenie, że wciąż to robi. Pisałam o tym zresztą rok temu przy okazji tego samego święta. Owszem, bywa, że mnie strasznie wkurza. Nie denerwuje, tylko właśnie wkurza. Podejmuje pochopne decyzje. Kiedy coś sobie wymyśli, to nie ma siły, która odwiedzie go od realizacji tej koncepcji bez względu na to, czy ona w ogóle jest logiczna. Idę o zakład, że gdyby postanowił na przykład za kilka miesięcy polecieć w kosmos, to by to zrobił. W zeszłym roku udał się w podróż na drugi koniec Europy, będąc w takim stanie zdrowia, że normalny człowiek leżałby w domu i czekał na śmierć, więc wiem, co mówię. Bywa, iż nie liczy się z moimi planami, oczekując, że rzucę dla niego wszystko tu i teraz. Ma do tego pełne prawo, w końcu przez ponad 30 lat on robił to samo dla mnie; po prostu z trzymiesięcznym dzieckiem w domu nie jest to takie łatwe, jak mu się wydaje. Mimo tego wiem, że nie mogłabym mieć lepszego ojca. Zawdzięczam mu to, kim dzisiaj jestem. Wszystko.

Mój mąż nie miał tyle szczęścia. Przez wiele lat brakowało mu wzorca, dlatego bał się, czy sam będzie dobrym tatą. Sądzę, że Księżniczka nie ma co do tego wątpliwości. Robi przy niej wszystko, zauważa każdy krok rozwojowy, bez przerwy ją fotografuje lub filmuje. Stał się specjalistą od dziecięcych gadżetów i metod wychowawczych. Kiedy wczoraj wróciłam z zakończenia roku szkolnego i beczałam jak bóbr, czytając liściki od mojej – pożegnanej właśnie na zawsze – ukochanej klasy, ochrzanił mnie, że płaczę za cudzymi dziećmi, zamiast zająć się własnym :).

Znajomi czasem pytają, czy nie boję się zostawiać małej z ojcem, kiedy wychodzę np. do pracy. Koleżanki opowiadają, jak ich mężowie brzydzili się zmieniania pieluch albo bali się przebrać malucha. Nawet pani z ośrodka podczas ostatniej wizytacji nazwała P. nowoczesnym tatą, gdy usłyszała, jak zajmuje się Księżniczką. „Nie nowoczesny, tylko normalny” – skomentował później sam zainteresowany. Taka normalność zdecydowanie nam obu z córcią odpowiada. Malutka śmieje się do swojego ojca, szarpie go za brodę i zasypia w jego ramionach. Cudowny obrazek…

Obu Tatusiom – mojemu i Księżniczkowemu – życzę miłego Dnia Ojca. Wam, drodzy Czytelnicy bloga, również. Obyście zawsze mogli być dumni z Waszych dzieci: biologicznych, adopcyjnych i zastępczych, a nawet tych na czterech łapach, jeśli takowe posiadacie.

  7 comments for “Kim powinien być ojciec w życiu córki?

  1. 23 czerwca 2017 o 12:20

    Tacy tatusiowie to prawdziwe skarby <3 Ja też często wkurzam na mojego (nie denerwuję, dokładnie tak jak Ty) gdy robi głupie rzeczy, zwłaszcza dotyczące zdrowia. Ale mój musi być w ruchu, powiedział mi, że po śmierci będzie odpoczywać… eh.
    Kiedyś była u mnie koleżanka, siedziałyśmy sobie w dużym pokoju,a mąż bawił się z E. w małym. Nagle słyszymy płacz. Ja nadal siedzę, a moja koleżanka zrywa się i z oburzeniem mówi "Rusz się, przecież dziecko płacze" Odpowiedziałam jej wtedy ze spokojem, że dziecko jest ze swoim ojcem, więc nic mu nie jest a poza tym potrafię rozróżnić już płacz dziecka – czy coś mu się dzieje, czy jest np. głodne. Dla niej było niepojęte, że facet może świetnie zajmować się dzieckiem, że można spokojnie go zostawić i da sobie świetnie radę.

    A patrzeć na dziecko wtulone w ojca – bezcenne!

    Wszystkiego dobrego dla Twojego męża z okazji pierwszego Dnia Tatusia :*

    • 23 czerwca 2017 o 21:32

      Dziękuję za życzenia w imieniu P.
      A wiesz, że ja też się zrywam, kiedy Księżniczka jest z ojcem i płacze? Robię to instynktownie i… kompletnie bez sensu. Mój mąż sobie świetnie radzi. Kiedyś mnie znienawidzi za tę nadopiekuńczość, bo pewnie odbiera to jako brak zaufania.

  2. 23 czerwca 2017 o 15:13

    „Nie nowoczesny, tylko normalny”

    W samo sedno… Nie ma co na siłę gonić za nowoczesnością. Świat tak zapie…, że my już nie musimy się dokładać. ;)
    Zaczęłaś notkę historiami jak ze strefy mroku, ale podsumowanie mistrzowskie.

    • 23 czerwca 2017 o 21:29

      Zaczęłam notkę historiami jak ze strefy mroku, bo mnie te historie szczególnie ruszają. Właśnie dlatego, że wiem, jak ważny jest TATA w życiu córki. Jego obecność (i rodzaj tej obecności) lub brak wpływa na całe dorosłe życie kobiety; na to, z jakim partnerem się zwiąże i jaką będzie matką.

  3. 26 czerwca 2017 o 19:11

    Nie miałam szczęścia, niestety, tak jak i moje dwie najstarsze córki. Na szczęście moja trzecia, najmłodsza trafiła na super tatę:) A super tata kocha całą trójkę swoich „księżniczek”.
    Tak się utarło, że mężczyzna sobie nie poradzi, że nie potrafi zająć się dzieckiem, dlatego każdy tata, który tego dokonał urasta do rangi bohatera. A przecież to powinno być całkiem normalne.
    Gdy moje dziewczyny miały po 4 i 2 latka i musiałam wrócić do pracy – wynajęłam opiekuna. Mężczyznę. Geja. Mojego kolegę, który akurat był bezrobotny i może nie miał dużego doświadczenia z dziećmi, ale je uwielbiał i to mi wystarczyło. Ku oburzeniu wielu:) Całe dnie spędzali na zabawach, a dziewczynki go uwielbiały!

    • 27 czerwca 2017 o 09:26

      Byłam u Ciebie na blogu, poczytałam. Nie chcesz przypadkiem zapisać dzieci do mojej szkoły? Uwielbiam rodziców z dystansem i poczuciem humoru. :D
      A odnośnie komentarza – współczuję. Ja z kolei nie miałam szczęścia do mamy, dlatego tata jest mi podwójnie bliski. I pewnie z tego też powodu trudno mi sobie wyobrazić, jak można dorastać bez wsparcia ojca; stąd moje poruszenie historiami koleżanek.

  4. 29 czerwca 2017 o 11:35

    Przepisałabym je do twojej szkoły bardzo chętnie, bo z kolei nauczyciel tolerancyjny i z poczuciem humoru to prawdziwy skarb!
    Przykro mi, że nie miałaś szczęścia do mamy i pozdrawiam twojego tatę:)

    Twój blog czytam od dawna, ale dotąd nie zostawiałam komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *