Co mi dało blogowanie?

Zaczęłam pisać post o grzechach głównych blogerów parentingowych (tak, tak, o swoich też). Właściwie już jest prawie gotowy, ale nie mam odwagi go opublikować; raz, że nikt nie lubi przyznawać się do błędów, dwa, że boję się, iż co niektórzy przestaną mnie czytać po jego lekturze. Odwlekam więc dokańczanie go, znajdując coraz to nowe tematy.

Okazją do zamieszczenia dzisiejszego tekstu jest fakt, że za dwa dni minie półtora roku istnienia tego bloga. Kiedy zaczynałam, nie przypuszczałam, że ktoś poza mną i garstką znajomych w ogóle będzie tu zaglądał, a już tym bardziej nie marzyłam, że zostanie na dłużej. Okazało się jednak, że dzięki moim Stożkom nie tylko ugruntowałam istniejące już znajomości, ale także zawarłam nowe, choć głównie wirtualne.

W związku z powyższym macie przed sobą post zawierający wielokrotne lokowanie produktu, ale niebędący w żaden sposób artykułem sponsorowanym :lol: . Chciałabym Wam przedstawić autorów innych blogów o podobnej tematyce, które okazały się dla mnie ważne i pomocne w drodze do adopcji, a także w początkach rodzicielstwa. Kolejność prawie przypadkowa ;-) .

1. PIKUŚ INCOGNITO – POGOTOWIE RODZINNE – CO TO TAKIEGO?

Blog Pikusia był pierwszym, na który trafiłam po rozpoczęciu przygody z adopcją. Jego autor wraz z żoną prowadzą pogotowie rodzinne, więc mają zawsze pełną chatę w dosłownym znaczeniu tego sformułowania. Pikuś szczegółowo opisuje perypetie kolejnych dzieci, którymi się opiekują – i czyni to z bardzo szerokiej perspektywy: nie tylko własnej, ale również rodziców biologicznych i adopcyjnych. Polecam tę witrynę wszystkim, którzy myślą o przysposobieniu lub o zostaniu rodziną zastępczą. Naprawdę otwiera oczy! A przy tym teksty pisane są z humorem, polotem i nierzadko… ułańską fantazją!

2. KAROLINA – NASZE BĄBELKOWO

Pozycja obowiązkowa (znaczy się blog, nie Karolina…) dla rodziców, moim zdaniem nie tylko adopcyjnych. Mama Bąbla jest osobą o artystycznej duszy, niesamowicie wrażliwą (nie mylić z przewrażliwioną), kreatywną i… rozpoznawalną w blogosferze. Opisuje blaski i cienie (chociaż głównie blaski) życia rodzinnego z adoptowanym synkiem. Recenzuje również różne produkty dla dzieci, dzięki czemu świeżo upieczeni rodzice mogą poznać wady i zalety rozmaitych gadżetów, przydatnych bądź nie w codziennych zmaganiach z pociechami.

3. IZZY – NASZ MAŁY ŚWIATEK

Piszę tu o niej, bo mi kazała. Nie no, żartuję oczywiście. Po prostu wczoraj rozmawiałyśmy na temat promowania naszych blogów i tak jakoś wyszło  8-) . A tak już całkiem poważnie – Izzy jest mamą dwóch adoptowanych córeczek o anielskiej urodzie i małych diabełkach za skórą, czyli dzieci niemal idealnych. Poza tym jest też osobą, z którą aż chce się zaprzyjaźnić: kontaktową i mającą bardzo racjonalne (jeśli wolno mi ocenić) podejście do rodzicielstwa. Zaglądam na jej blog, bo… jeju, od czego by tu zacząć? O, wiem. Bo w przejrzysty i zrozumiały sposób opisuje swoje matczyne doświadczenia, oszczędzając dzięki temu choć trochę stresu tym, którzy dopiero podążają jej śladem. I jeszcze dlatego, że w wielu kwestiach się z nią zgadzam, dzięki czemu łatwo mi się utożsamić z jej podejściem. I w ogóle fajnie pisze.

4. MAMA i TATA TYGRYSA – TYGRYS i MY

Tygrys jest adoptowanym szczęściem swoich rodziców, mającym obecnie niecałe cztery latka. Mama i Tata razem prowadzą blog (choć niekoniecznie w równych proporcjach), na którym oprócz tygrysich przygód recenzują książki dla dzieci i dzielą się doświadczeniami z budowy domu. Zamieszczane przez nich teksty są pełne takiego ciepła i serdeczności, że aż chce się do nich przytulić (do rodziców, nie tekstów… chociaż…?).

5. LITERMATKA – OD ŚRODKA

Autorka tego bloga przez dłuższy czas milczała, ale zachęcam do pogrzebania w archiwum. Na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii i tam też zostali z mężem adopcyjnymi rodzicami. Warto poczytać, jak wygląda przysposobienie na Wyspach i jak się żyje polskiej rodzinie za granicą. Poprzednie zdanie brzmi może banalnie, ale pełen niesamowitego humoru język bloga Litermatki sprawia, że każdy wpis czyta się jak rozdział pasjonującej powieści!

6. BEATA – CZARODZIEJ NASZ

Beata została mamą adopcyjną… trzy razy. I to powinno wystarczyć za najlepszą rekomendację. Polecam jej blog każdemu, kto myśli o przysposobieniu drugiego dziecka, bo bardzo szczegółowo opisuje przezwyciężanie przeróżnych trudności – zarówno tych formalnych, jak i emocjonalnych.

7. HEPHALUMP – PRZYSPOSOBIENIE DO ŻYCIA

Hephalumpa pokochałam bezkrytycznie za sam nick – ale o tym, że jestem fanką Kubusia Puchatka, to już pewnie wiecie. Jako blogujący tata jest w mniejszości wśród całej rzeszy matek-blogerek, co czyni jego stronę jeszcze bardziej wartościową. Wraz z żoną przysposobili dwie starsze dziewczynki. „Przysposobienie do życia” to wciąż rosnący zbiór wartościowych tekstów o budowaniu więzi, ale także o samym procesie adopcji, który nie zawsze w naszym kraju wygląda różowo. Hephalump jest też wnikliwym i krytycznym komentatorem, za co bardzo go cenię.

8. T.VIK – PRAGNIENIE DZIECKA

Podtytuł bloga brzmi: „Historia blisko dwudziestoletnich starań o dziecko” i to w zasadzie mogłoby zastąpić dalszy opis. Autor – człowiek doświadczony i mądry życiowo – porusza tematy trudne i bolesne, ale dzieli się również radościami związanymi z rodzicielstwem. Wpisów jest bardzo dużo, ale polecam przeczytać od deski do deski. Naprawdę warto.

9. UCZUCIOWA – UCZUCIA NIECHCIANE

Teraz to już w większości chciane, prawda, Uczuciowa? Blog jest wzruszającym pamiętnikiem kobiety pragnącej zostać matką, opisującej wzloty i upadki w nierównej – ale w końcu wygranej – walce z niepłodnością. Jeżeli czytają to osoby starające się o dziecko biologiczne, to bloga uczuciowej nie wypada pominąć. Podtrzymuje na duchu, daje nadzieję, ale i uprzedza, że nie zawsze będzie łatwo.

10. AHAJA – TATAMARA

Blog Ahai jest moim najnowszym odkryciem, chociaż chyba nie powinnam się do tego przyznawać, gdyż ona zagląda do mnie już od dłuższego czasu. Zaczęłam czytać niedawno i wsiąkłam, bo chociaż pochodzimy z innych bajek (m.in. dlatego, że ona jest potrójną mamą biologiczną), to uwielbiam takie lekkie, sarkastyczne poczucie humoru, jakim przesiąknięte są jej wpisy. Wszystko jedno, czy pisze o szkolnej wywiadówce, czy o awarii odkurzacza (tu akurat mamy taką wspólnotę doświadczeń, że ho ho!), robi to w taki sposób, że można boki zrywać.

11. PAULINA - DOKĄD TUPTA NOCĄ JEŻ?

Mea culpa! Nie napisałam wczoraj o blogu Pauliny, a przecież także na niego zaglądam! Autorka jest krok za mną w adopcyjnej procedurze – od kilku miesięcy czeka na ten najważniejszy w życiu telefon. Z wdziękiem i optymizmem opisuje życie rodzinne i przygotowania do przyjęcia nowego członka rodziny. A jak ślicznie urządzili z mężem pokoik dziecięcy! Zresztą… sami zobaczcie :)

Zaglądam również na inne blogi, także te niezwiązane z rodzicielstwem, ale o nich innym razem… Będzie mi miło, jeżeli podzielicie się w komentarzach informacją, dokąd Wy najczęściej zaglądacie :oops: . I wiecie co? Dziękuję, że jesteście!

  19 comments for “Co mi dało blogowanie?

  1. ~Pikuś Incognito
    7 lipca 2017 o 13:40

    Dzięki Lady Makbet za miłe słowa.
    A co do posta o grzechach głównych blogerów, to już nie mogę się doczekać. Myślę, że nikt po takim artykule nie odejdzie. A nawet jeżeli będzie on kontrowersyjny (a pewnie będzie), to tym bardziej zwiększy się zainteresowanie. 100 tysięcy odsłon w zasięgu ręki.

    • 8 lipca 2017 o 10:27

      Eee tam, stawiam na jakość, nie na ilość ;)
      A do miłych słów to powinieneś przywyknąć!

  2. 7 lipca 2017 o 15:28

    Ach! Dziękuję Ci za przecudną rekomendację, i trochę też za kopnięcie w tyłek, bo faktycznie, zbieram się do powrotu do mojego adopcyjnego cyklu już od dobrych kilku miesięcy :-), może teraz po tej przerwie słowa same zaczną ze mnie wypływać :-) A przy okazji tym postem dałaś mi po prostu fajną listę blogów do poczytania. Niektóre znam, ale widzę, że są też nowe smaczki. Cudnie!

    • 8 lipca 2017 o 10:26

      Mam nadzieję, że jednak nie za mocno Cię kopnęłam. Bo – nie daj Panie – nabierzesz takiego rozpędu, że nie nadążę z czytaniem :)

  3. 7 lipca 2017 o 15:52

    hahaha, świetna rekomendacja „Bo mi kazała” :)) Normalnie Cię uwielbiam. Z dniem dzisiejszym zamknę bloga, bo będę uważana za postrach! To już wiecie jak wyeliminować konkurencję :P
    Buziaki:*

    • 8 lipca 2017 o 10:25

      Nie, no weź. Nie wiem, co bym zrobiła bez Twoich licznych instrukcji obsługi bobasa ;) A że dzisiaj Wielki Dzień Zmiany Diety (nie tylko mojej! Księżniczkowej też!), to tym bardziej przypomnę sobie naszą rozmowę o tym z Twojego bloga…

  4. ~t.vik
    7 lipca 2017 o 18:27

    Zaskoczyłaś mnie. Bardzo. Myślałem, że to tylko ja czytam Twój blog. Chyba dlatego, że nie znalazłem komentarza z Twoim nickiem/linkiem na Twój blog.
    Powiem Ci dlaczego ja czytam Twój blog. Jest w nim pewien magnetyzm, jakaś niewyjaśniona siła przyciągania ;) interesujący mnie centralny temat i w każdym z wpisów ciekawe nawiązanie do niego, albo jakieś fajne opowiadanie. W Twoich tekstach zawsze znajduję coś dla siebie. Chciałbym częściej komentować, ale brak mi czasu. Czasem sobie obiecuję, że do niektórych tematów jeszcze wrócę i zostawię komentarz, czasem żałuję, że wpis nie wywołał większej dyskusji Twoich czytelników, ale pewnie z tego samego powodu, co mój – brak czasu.
    Niektóre z wymienionych tu blogów znam (pewnie to wiesz), niektóre raczej tylko czytam, a inne są dla mnie zupełnie nowe.
    Wzruszyłaś mnie tym wpisem.

    Chciałbym poznać „grzechy” innych… i swoje… przede wszystkim swoje ;) No i zgadzam się z Pikusiem – nikt z tego powodu nie odejdzie. A jeśli to zrobi, to tylko straci.

    • 8 lipca 2017 o 10:23

      Wiesz, dla mnie Twoje doświadczenia są tak przejmujące, że zwykle nie wiem, co mądrego (lub wnoszącego cokolwiek) mogłabym Ci napisać. Ale obiecuję, że nadrobię :)

      • ~t.vik
        8 lipca 2017 o 11:16

        Oj tam zaraz coś mądrego… grunt, żebym wiedział, że to Ty ;)

  5. 7 lipca 2017 o 22:38

    Aż się zaróżowiłem… chyba. Dzięki za solidną porcję motywacji do dalszego pisania.
    Pozdrowienia dla autorki jednego z najlepszych blogów o adopcji.
    Mariusz

    • 8 lipca 2017 o 10:19

      Na szczęście u Hephalumpa z racji hmm… karnacji rumieniec nie jest chyba za bardzo widoczny ;)
      Podziwiam Twój blog także za wyrazistość poglądów. Ja się czasami boję pisać pewne rzeczy wprost, a chyba nie powinnam.

      • 8 lipca 2017 o 18:57

        @Lady Makbet
        Wyraziste poglądy czasem przysparzają wrogów… Ale też pozwalają odkryć prawdziwych przyjaciół i wartościowych ludzi, z którymi warto rozmawiać nawet jeśli różnimy się poglądami.
        Z uszanowaniem
        M

  6. 7 lipca 2017 o 23:55

    UWAGA KOMENTARZ ZAWIERA ŚLADOWE ILOŚCI SAMOUWIELBIENIA I OGROMNE ILOŚCI EMOCJI
    No, więc…
    Ekhe, ekhe, Pragnę podziękować Bogu, mamie, tacie i pani woźnej z podstawówki. Ta statuetka ma dla mnie ogromne znaczenie… A nie, to nie to. To na Oscara trzymam.
    A na poważnie: Bardzo ci dziękuję:) Udało ci się tak mnie zaskoczyć, że do tej pory zaglądam pod stół w poszukiwaniu dolnej półki! To prawda, że czytuję cię od dłuższego czasu i jestem pod tak wielkim wrażeniem, że dotąd nie wiedziałam co mogłabym napisać w komentarzu. Po prostu brakowało mi słów. W końcu chęć poznania ciebie zwyciężyła i… zostawiłam swój pierwszy komentarz. Jesteś wyjątkową osobą. Nadzwyczajnie zwyczajną, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Na ile mogę ocenić przez blog – siła, odwaga, ogrom miłości. I wiesz, co jeszcze? I wiesz, co? TWOJE BAJKI ADOPCYJNE WYMIATAJĄ! Jeszcze raz dzięki:) Cholera, muszę kończyć, bo Tamaluga walnęła kupę. Oj, mam nadzieję, że nie zaburzyłam tym podniosłego tonu mojego komentarza. :D

    • 8 lipca 2017 o 10:17

      Pani woźna z podstawówki to ważna persona, prawie jak pani z dziekanatu na studiach ;)
      Teraz to ja zbieram szczękę z podłogi (i przy okazji resztki psich chrupek… kiedy on znowu zdążył tak napaskudzić? Przecież dopiero odkurzałam naszym nowym nabytkiem). Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa!

  7. 8 lipca 2017 o 05:57

    Już Ci dziękowałam na Facebooku, więc się nie będę rozpisywać. Nadal czuję się tak zaszczycona, jakbym dostała jakiegoś Oscara ;) A ten tekst o grzechach publikuj koniecznie ! – bo ciekawa jestem i pewnie też mogłabym stać się jego bohaterką :)

    • 8 lipca 2017 o 10:14

      Oscar Oscarem, ale Pulitzera to już dawno powinnaś dostać ;)

  8. ~Anna B
    8 lipca 2017 o 23:41

    Dzięki za ten wpis, bo naprawdę z prawdzwią przyjemnością zajrzałam do wszystkich zarekomendowanych blogów. :) W niektórych na pewno będę stałym gościem. A w Hephalumpie się tak zaczytałam, że zapomniałam o mojej pracy.

    • 9 lipca 2017 o 09:10

      Na moje szczęście w pracy nie mam jak czytać blogów. Inaczej też bym pewnie zapominała, co miałam zrobić ;)

  9. 16 lipca 2017 o 00:02

    Dziękujemy za takie wyróżnienie. To bardzo miłe. Naprawdę, tym bardziej, że znaleźliśmy się w gronie blogów, do których sami z przyjemnością zaglądamy. Dzięki Tobie dotarliśmy do Hephalumpa.
    My akurat należymy do przytulaśnych, więc nasze ramiona są otwarte. I te wirtualne, i te w realu :) Gorzej z Tygrysem, bo akurat tej naszej cechy póki co nie ma :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *