Nie umiem kochać za nic, czyli co myślę o moim mężu

„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko. Kocha się za nic.”

To akurat cytat z ks. Twardowskiego, ale podobne myśli wychodziły spod piór bardzo wielu pisarzy, włącznie z cieszącym się ostatnio nie najlepszą opinią Paulem Coelho. Bez wątpienia są to piękne słowa, ale ja się z nimi nie zgadzam. Miłość bezwarunkowa może według mnie dotyczyć relacji dzieci z rodzicami i vice versa, ale nie związku partnerskiego ani przyjaźni.

Gdybym kochała mojego męża za nic, to równie dobrze mogłabym kochać każdego napotkanego mężczyznę (zdaje się, że istnieją określenia dla takich kobiet, w większości nieparlamentarne). Gdybym kochała go pomimo wszystko, to znaczy, że byłabym z nim również gdyby na przykład znęcał się nade mną i dzieckiem lub odwrotnie – w ogóle się nami nie interesował. Ani jedno, ani drugie mnie nie przekonuje.

Niedawno świętowaliśmy z P. dziesiątą rocznicę naszego ślubu. Spędziliśmy ten dzień z przyjaciółmi, więc bardziej rodzinnie, niż romantycznie. Nie przeszkadzało to jednak w uświadomieniu sobie 10 powodów, dla których kocham mojego męża.

1. Potrafi mówić o uczuciach

Robi to często i szczerze, bez skrępowania ani nadmiernej egzaltacji. Nigdy nie uważał, że powiedzenie kobiecie „kocham cię” jest jakąś ujmą dla męskiej dumy. Po raz pierwszy wyznał mi miłość… po angielsku, w jednym z listów wysłanych do mnie chyba w wieku 10 lat. Nie potrafię policzyć, ile razy to do dzisiaj powtórzył w naszym ojczystym języku. Na pewno tysiące.

2. Odgaduje moje potrzeby jeszcze zanim je sobie uświadomię

Serio. Nie wiem, jak on to robi. Skąd wie, jakiej części garderoby mi brakuje, jak chciałabym spędzić wieczór albo dokąd pójść na spacer. Nigdy nie zabrał mnie w miejsce, które mi się nie podobało, podobnie jak nigdy nie kupił mi nietrafionego prezentu. Szósty zmysł, czy coś.

 3. Wspiera wszystkie moje przedsięwzięcia

… bez względu na to, czy chodzi o podjęcie dodatkowych studiów, pisanie bloga, przemeblowanie pokoju czy eksperymenty kulinarne. Zawsze mi kibicuje i nieustannie we mnie wierzy.

 4. Dogaduje się z moimi przyjaciółmi

Ja jestem dosyć trudna w bezpośrednich relacjach. M. napisał kiedyś, że zachowuję się jak typowa nauczycielka (wiem, co miał na myśli, ale samej sobie oszczędzę wdawania się w szczegóły). Mam wrażenie, że trudno mnie lubić, chociaż bardzo się staram. Przez to nie zawsze udaje mi się nawiązać przyjacielskie stosunki ze znajomymi męża, choć oczywiście nie jest to regułą. W drugą stronę działa to jednak niemal bez zarzutu. P. potrafi godzinami rozmawiać z J. o filmach, z kolei gdy zaprzyjaźniłam się z A., to mój mąż zakumplował się z jej ślubnym i teraz spotykamy się we czworo. Kiedy Siostra odwiedza mnie z synkami, stara się być dla nich jak najlepszym wujkiem. Nawet z M. się porozumiał, chociaż ich początki były dosyć skomplikowane. Dzięki temu mamy wielu wspólnych przyjaciół, z którymi oboje dobrze się czujemy.

5. Ma silne ramiona i głębokie spojrzenie

Czuję się bezpieczna, kiedy mnie przytula. Czuję się wyjątkowa, kiedy patrzy mi w oczy. Lubię jego bliskość w jak najbardziej dosłownym znaczeniu tego wyrazu.

6. Zachowuje zimną krew w najtrudniejszych sytuacjach

Gdy ja mam wrażenie, że właśnie nadchodzi apokalipsa i lada chwila cały mój świat legnie w gruzach, P. przychodzi z odsieczą. Mogę na niego liczyć w najbardziej dramatycznych chwilach. Jest tak od zawsze. Na przykład kiedy byłam w drugiej czy trzeciej klasie liceum i oboje z tatą złapaliśmy ostrą anginę, a mama wyjechała do rodziny, P. przychodził codziennie, żeby zrobić nam zakupy i wyprowadzić psa. Albo kiedy zemdlałam w szkole, zaniósł mnie na rękach do domu (fakt, że mieszkałam blisko, niczego tu nie zmienia), przebrał i zorganizował mi lekarstwa. Potem, już w życiu dorosłym, zdarzały się o wiele trudniejsze czy bardziej niebezpiecznie sytuacje, ale nigdy nie zostałam z nimi sama.

7. Nie boi się partnerstwa w małżeństwie

Pisałam o tym trochę w niedawnym poście o ojcach. Wielu mężczyznom odpowiada bardzo konserwatywny podział ról  w związku (czyli, upraszczając, kobieta do garów i do pieluch, facet do pracy i na piwo). P. jest jednak inny. Większością obowiązków dzielimy się po równo. Zdarza mi się wymienić uszczelkę, wywiercić dziurę albo wbić gwóźdź, ale mój mąż także nie boi się patelni ani żelazka.

 8. Pozwala mi mieć własne życie

Może niektórych Czytelników to zaszokuje, bo pewnie są wśród Was i takie pary, które dosłownie wszystko robią razem. Oczywiście nie ma w tym nic złego, o ile odpowiada to obu stronom. My natomiast powstaliśmy z innej gliny. Każde z nas potrzebuje kawałka prywatnej przestrzeni, do której druga połówka nie ma potrzeby zaglądać. Mamy osobne hobby, co nie oznacza, że nie spędzamy razem wolnego czasu. Po prostu sprawiedliwie go dzielimy. Być może dlatego mimo upływu lat żadne z nas się w tym małżeństwie nie dusi – a przynajmniej mam taką nadzieję ;)

 9. Zna mnie jak nikt inny

… nie tylko dlatego, że jest obecny w moim życiu od 23 lat. Nie muszę przed nim nikogo udawać, akceptuje mnie taką, jaką jestem. W wieku „nastu” lat byłam zakochana w chłopaku, który wówczas wydawał mi się ideałem i dlatego sama starałam się w jego oczach uchodzić za ideał (głupie, co nie?). Potem się okazało, że udawaliśmy oboje. Koszmarnie długo leczyłam się z tego zauroczenia, a jeszcze dłużej goiłam zranione ego. Z P. jest inaczej. Nie muszę niczego ukrywać i niczego się wstydzić, bo wiem, że mnie nie osądza.

 10. Jest dobrym ojcem

Takim, który bez oporów zostaje  z dzieckiem sam w domu; karmi, przewija, organizuje zabawę. Wynajduje w sklepach (bądź też u znajomych albo w Internecie) gadżety wspierające rozwój malucha, studiuje ich recenzje, planuje zakupy dla Księżniczki. Ostatnio pewnego deszczowego popołudnia wyszedł do supermarketu po pieczywo, a wrócił przemoczony do suchej nitki z dwoma ogromnymi kartonami pieluch na rękach – bo akurat zauważył, że małej się kończą pampersy, więc kupił na zapas. Oprócz tego powtarza, że na wiele rzeczy może nam zabraknąć, ale na lekarza dla Księżniczki zawsze znajdzie pieniądze (nie mówię tu tylko o wizytach niezbędnych, ale także o kontrolnych i profilaktycznych). Na każdym kroku pokazuje, że jest dumny z córki.

To już koniec listy, ale tylko tymczasowo. Jestem przekonana, że w kolejnych latach będę umiała dopisywać do niej kolejne powody… :)

  23 comments for “Nie umiem kochać za nic, czyli co myślę o moim mężu

  1. 12 sierpnia 2017 o 23:40

    Niejeden facet chciałby zasłużyć na taką cenzurkę po latach…

  2. pankracja
    13 sierpnia 2017 o 21:10

    Serdeczne życzenia z okazji rocznicy. Nam dyszka stuknie w przyszłym roku. Wcześniej chodziliśmy ze sobą przez 7 lat, więc nasz związek trwa już prawie połowę mojego życia, a to już niemal kazirodztwo ;-)

    • 15 sierpnia 2017 o 09:19

      W takim razie jesteśmy w podobnym wieku. I staż związku też mamy bardzo zbliżony, bo my przed ślubem byliśmy parą przez 6 lat :)

  3. 13 sierpnia 2017 o 21:36

    Wszystkiego najlepszego z okazji niedawnej, okrągłej rocznicy. :)
    Niech licznik dalej się tak szczęśliwie kręci…

    A co do miłości bezwarunkowej. Ktoś mi kiedyś wmawiał, że tak potrafi tylko matka własne dziecko. A ja myślę, że to jest ten jedyny element w naszym życiu gdy stajemy się tak jakby bardziej podobni do Boga.

    pozdr
    M

    • 15 sierpnia 2017 o 09:18

      Myślę, że taką miłość bezwarunkową bardzo łatwo pomylić z uzależnieniem.

      • ~t.vik
        15 sierpnia 2017 o 10:02

        O kurka… czekałem dwa dni na te odpowiedzi i… Prawdę mówiąc spodziewałem się czego innego. No ale co człowiek, to inne spojrzenie.
        Hephalump, do mnie dość często dobija się czyjś głos, że „tylko matka…” bla bla… Kompletna bzdura. A ojciec??? Temat szeroki…

        • 15 sierpnia 2017 o 10:04

          A czego się spodziewałeś?

          • ~t.vik
            15 sierpnia 2017 o 17:16

            Myślę, że nie do końca tak jest, jak piszesz. Miłość bezinteresowna istnieje. I nie dotyczy tylko relacji matka – dziecko, czy w ogóle rodzic – dziecko. Jeśli nawet w nią nie wierzysz, bo masz własną teorię, to i tak gdzieś w środku siebie taką masz ;)

          • 15 sierpnia 2017 o 18:24

            Nie stawiałabym znaku równości pomiędzy miłością „bezwarunkową” a „bezinteresowną”. Interes kojarzy mi się z jakimś roszczeniem, szukaniem dla siebie wymiernych korzyści. I tu się zgadzam, że miłość bezinteresowna istnieje. Tak zresztą zdefiniowałabym miłość :). Ale ona nie bierze się znikąd. Musi być (według mnie oczywiście) jakaś przyczyna, dla której zaczynamy kochać drugą osobę i dla której z nią jesteśmy. Chociażby to, że dobrze się czujemy w czyimś towarzystwie albo że ktoś podoba nam się wizualnie, o głębszych pobudkach nie mówiąc.

  4. 13 sierpnia 2017 o 22:27

    Kolejnych szczęśliwych lat razem. Niech tych kolejnych powodów przybywa mimo upływu lat.

  5. 13 sierpnia 2017 o 23:25

    Zgadzam się z tobą całkowicie – na miłość i szacunek trzeba sobie zasłużyć. Nawet w relacjach z rodzicami. Oczywiście miłość potrafi wiele znieść i wybaczyć, ale jeśli sprowadza się do tego, że jedna strona bezustannie wybacza i cierpliwie toleruje – to nie ma żadnego sensu.
    Bardzo fajnie piszesz o mężu (nie wiedziałam, że znacie się tak długo). Mam to szczęście, że Tomek też spełnia prawie wszystkie punkty, no ale jesteśmy parą dopiero od 4 lat. Piszę „prawie” wszystkie punkty, bo 8 punkt nieco u nas kuleje :) To nie tak, że ograniczamy sobie wzajemnie czas na własne życie, po prostu większość rzeczy robimy razem. Może wynika to właśnie z krótkiego stażu, może dlatego, że najlepiej czujemy się we własnym towarzystwie i nie możemy zbyt długo bez siebie wytrzymać, może dlatego, że w poprzednim związku tej swobody było za dużo? Nie wiem, ale póki co jest to całkiem fajne:) Tomek, jak już pisałam jest cudownym ojcem, popełniającym mnóstwo błędów, na które mu pozwalam. Czymże jest źle dobrane ubranko, czy kompletny brak inwencji przy karmieniu – przy tym ogromie miłości jaką obdarza Tamalugę! A że owinęła go sobie wokół paluszka? Stoję z boku, obserwuję i chichoczę po kątach :D
    Gratuluję wam serdecznie rocznicy, cieszę się waszym szczęściem i życzę aby z biegiem lat wasz związek był jeszcze mocniejszy, jeśli to możliwe :)

    • 15 sierpnia 2017 o 09:15

      Są różne „modele” relacji. Znam wiele par, które niemal wszystko robią razem. Większość z nich świetnie się czuje w tym układzie, ale są i takie, w których ta bliskość robi się niezdrowa. Mieliśmy parę bliskich znajomych z naprawdę długim stażem, którzy przebywali ze sobą 24 na dobę. Rozstali się po paru latach i okazało się, że zostali niemal zupełnie sami, bo byli tak zajęci sobą, że pozrywali relacje ze wszystkimi przyjaciółmi… To po prostu wszystko zależy od danego przypadku. Trzymam kciuki za Ciebie i Tomka, żeby z tych 4 lat zrobiło się przynajmniej 40 :)

      • ~t.vik
        15 sierpnia 2017 o 10:08

        „…z naprawdę długim stażem… rozstali się po paru latach”?
        :)

        • 15 sierpnia 2017 o 13:04

          No tak, nie doprecyzowałam. Ta para spotykała się od liceum, a rozstali się jakoś w trakcie studiów albo zaraz po. Jak na ich ówczesny wiek (załóżmy 24 lata) ośmioletni staż związku można uznać za długi. A na pewno wystarczający, żeby zacząć dostrzegać świat poza sobą nawzajem ;)
          Tak czy siak doceniam czujność! :)

          • ~t.vik
            15 sierpnia 2017 o 13:15

            Teraz jasne ;)

  6. ~Tyśka
    14 sierpnia 2017 o 23:57

    Wszystkiego najlepszego!!!!!
    Miłości, cierpliwości i szacunku-tego Wam życzę na kolejne wspólne lata;-)))
    P.S. U nas właśnie 15 lat minęło, plus 10 lat przed ślubem, czyli ćwierć wieku za nami;-0

    • 15 sierpnia 2017 o 09:11

      O, to również jest czego gratulować! Wszystkiego najlepszego na kolejne ćwierć wieku :)
      Nam w październiku stuknie 16 lat jako parze.

  7. ~t.vik
    15 sierpnia 2017 o 17:18

    Ano i wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!!! :) ;)

  8. 15 sierpnia 2017 o 21:03

    Super lista! Może skrobnę taką Dziubasowi na naszą rocznicę – trzecią. Wcześniej byliśmy razem 1,5 roku więc jesteśmy świeżaki w porównaniu z innymi ;)

    • 16 sierpnia 2017 o 08:47

      Trzecią, powiadasz… jeju, kiedy to było? ;) Życzę Wam w takim razie jeszcze wielu wielokrotności tej trójki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *