Typy gości na imprezach rodzinnych

Jeżeli organizowaliście kiedykolwiek wesele, chrzciny, komunię, stypę albo chociażby bardziej huczne urodziny w większym gronie krewnych i znajomych, to być może złapaliście się na tym, że konkretnym zaproszonym gościom z góry przypisuje się jakieś role lub określone zachowania. Na przykład: „Stefana to trzeba posadzić gdzieś z brzegu, bo on co chwilę wychodzi gadać przez telefon” albo „Marta będzie, to zajmie się dziećmi, przecież uwielbia maluchy” czy też „Elką się nie przejmujmy, pewnie jak zwykle się spóźni”. Wynika to zapewne ze znajomości nawyków naszych bliskich oraz po prostu z chęci dopięcia wszystkiego na ostatni guzik, aby impreza się udała. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że na większości tego rodzaju przyjęć typy gości się powtarzają. I dzisiaj zamierzam im się przyjrzeć – a właściwie ich odbiciom w krzywym zwierciadle.

  1. BIZNESMEN – ma własną firmę albo prowadzi podejrzane interesy, często jedno i drugie. Potrafi w środku weekendowej nocy podczas wesela wisieć na telefonie i negocjować z kontrahentami. W przerwach pomiędzy kolejnymi rozmowami próbuje zdobywać klientów, a nierzadko także wspólników, wśród innych gości. Nawet staremu wujkowi Zbyszkowi proponuje wejście do spółki, przekonując go, że zarobi pięciokrotność swojej emerytury na przykład importując zardzewiałe śrubki z Azerbejdżanu lub inwestując wszystkie zaskórniaki w plantację różowych bananów na Śląsku.
  2. GWIAZDA WIECZORU – jak sama nazwa wskazuje, musi błyszczeć. Spóźnia się minimum pół godziny nawet na komunię własnej córki albo ślub najlepszej przyjaciółki. Przychodzi wystrojona niczym Mickiewiczowska Telimena na ucztę w zamku, od razu skupia na sobie uwagę wszystkich zebranych – i tak już zostaje do końca. Kokietuje, zagaduje, rozdaje uśmiechy i z egzaltacją opowiada o swoich przygodach, choćby najbardziej błahych… Kradnie show pannie młodej na weselu i kuzynce na osiemnastce, nie mówiąc już o tym, że i na poczęstunku po pogrzebie potrafi przyćmić pamięć o zmarłym.
  3. MARUDA – choćby uczestniczył w przyjęciu w prawdziwym pałacu, podczas pięknej pogody i w rewelacyjnej atmosferze, to i tak znajdzie powody do narzekania. A to, że w sałatce jest łosoś, a on nie lubi (i nie ma znaczenia, że to tylko jedna z piętnastu różnych sałatek). A to, że w toalecie męskiej jest waniliowe mydło, no bo kto to widział damski zapach w takim miejscu; a w ogóle to drzwi kabin otwierają się w lewo, a lepiej by było w prawo… A to, że musi siedzieć koło ciotki Kryśki, której nie lubi (chociaż sam to miejsce zajął)… W zależności od okazji głośno wyraża przekonanie, że nowożeńcy wkrótce się rozwiodą, świeżo ochrzczone dziecko okaże się mordercą i gwałcicielem, a dziadkom po złotych godach to już z imprez zostaje tylko stypa. Kiedy kończą mu się powody do krytykowania przyjęcia, jego gospodarzy i gości, przechodzi do polityki. I to jest ostatni dzwonek, aby rozmówca Marudy znalazł gdzieś bezpieczne schronienie, zanim nie daj Boże niechcący przyzna się, że głosował na PiS/PO/Kukiza/Nowoczesną/Partię Ufoludków, bo wtedy już się od typa nie uwolni…
  4. PRAWA RĘKA – każde przyjęcie rodzinne traktuje jak misję, odbierając chleb organizatorom oraz wszelkiej maści drużbom lub chrzestnym. Jako pierwsza/y orientuje się, gdzie w lokalu znajdują się toalety, plac zabaw i palarnia, nawet jeśli sam/a z nich nie korzysta. Nigdy nie pije alkoholu, deklarując, że MUSI być dyżurnym kierowcą, chociaż nikt jej/go o to nie prosił. Robi zdjęcia wszystkim i wszystkiemu (na wszelki wypadek, gdyby wynajęty fotograf w drodze powrotnej utopił aparat w fontannie albo został napadnięty przez Cyganów). Po kwadransie zna każdego z gości, włącznie z ich miejscem zamieszkania, sytuacją rodzinną i alergiami pokarmowymi. Podchodzi więc do gospodarzy, pytając teatralnym szeptem, czy pamiętali o wegańskich przystawkach dla ciotki Helenki i bezglutenowych grzankach dla Kubusia (przy czym zarówno ciotkę Helenkę, jak i Kubusia po raz pierwszy widzi na oczy). Prawa Ręka jest więc nieocenioną pomocą dla organizatorów, a po imprezie opowiada wszystkim znajomym, że bez niej/go to ta komunia/wesele/imieniny byłyby jedną wielką katastrofą.
  5. GOŚĆ WIDMO – zwykle należy do rodziny i jest jedną z tych osób, których nie wypada nie zaprosić. Doskonale o tym wie, dlatego czeka do ostatniej chwili z potwierdzeniem swojej obecności na imprezie lub czyni to dopiero po delikatnym ponagleniu ze strony zainteresowanych. Kompletnie nie liczy się z tym, że organizatorzy chcieliby odpowiednio wcześniej zamknąć listę gości i poinformować o niej lokal. Później możliwe są dwa scenariusze: Gość Widmo albo rozmyśla się na dzień przed uroczystością i z łaską informuje, że jednak nie przybędzie, albo nie informuje wcale i zwyczajnie nie przychodzi. Nie odbiera też telefonów od zaniepokojonych najbliższych, wysyłając ostatecznie sms o treści „coś mi wypadło”. Tak, jasne. W niedzielę o 14… to chyba jedynie dysk albo sztuczna szczęka, bo o tej porze to nawet szóstka w totka nie wypada.
  6. DYŻURNY KSIĘGOWY – chodzący arkusz kalkulacyjny. Interesują go wyłącznie liczby. Prędko zlicza wszystkich gości, a następnie wypytuje gospodarzy, ile musieli zapłacić za osobę. Mnoży tę sumę przez liczbę obecnych, dodaje do tego sobie tylko znane kwoty i na tej podstawie błyskawicznie szacuje koszt całej imprezy. Oprócz pytań o pieniądze, Księgowego można także poznać po uwagach typu: „Takiego kurczaka to w hurtowni można kupić już po 12 złotych za kilogram”, „Gdyby wynajęli taksówki dla gości, to wyszłoby taniej niż ten cały autokar” albo „Nie zwróci im się ta impreza. Kowalscy pewnie nic nie dadzą, Kwiatkowscy może ze stówkę od łebka. No nie ma bata, uzbierają najwyżej połowę tego, co wydali.” 
  7. RUBASZNY WUJASZEK – od razu rzuca się w oczy za sprawą nonszalanckiego stosunku do modowego savoir-vivre’u. Jeżeli impreza ma miejsce latem, Wujaszek potrafi przyjść na nią w sandałach ze skarpetkami, krótkich spodniach typu „bomber” i pamiątkowym T-Shircie z wakacji w Kołobrzegu. Na wyjątkowe okazje (ślub córki, ewentualnie chrzciny wnuka) zakłada co prawda garnitur, ale pamiętający przynajmniej czasy Gomułki. Zanim wszyscy goście na przyjęciu zjedzą rosół, Wujaszek pozbywa się marynarki i krawata, a po drugim daniu siedzi już z rozpiętą i wyciągniętą ze spodni koszulą, częstując otoczenie widokiem gęstych włosów na klacie, ozdobionych łańcuszkiem z Matką Boską Częstochowską. Medalik nie przeszkadza mu jednak w opowiadaniu dowcipów z podtekstem – najczęściej jednocześnie seksualnym i szowinistycznym.
  8. MIMOZA – przez całą imprezę siedzi prosto, jakby połknęła kij. Niechętnie nawiązuje nowe znajomości, właściwie rozmawia tylko ze swoim partnerem lub najbliższą rodziną. Najczęściej wymyka się po angielsku, a kilka tygodni po przyjęciu gospodarze nie umieją sobie przypomnieć, czy w ogóle na nim była.

A z jakimi typami gości Wy macie do czynienia?

  18 comments for “Typy gości na imprezach rodzinnych

  1. 25 sierpnia 2017 o 12:03

    Hahaha! Padłam.
    Dodałabym, póki co, jeszcze „Nadwornego błazna”. Nasunął mi się, bo sama podobno reprezentuję taki typ :D Nazwa nasunęła mi się sama, ale mam szczerą nadzieję, że jednak nazywają mnie inaczej :/ Najlepsze, że o tym nie wiedziałam, dopóki nie poinformowano mnie, że beze mnie impreza to stypa. To chyba jednak komplement… No cóż, nie rozbawiam towarzystwa celowo, jakoś tak samo wychodzi :)
    Znam, ci ja, typ rubasznego wujaszka, niestety! Czasami nie da się go uniknąć… Najbardziej nie lubię typu zbliżonego do mimozy, i nie mam tu na myśli kogoś, kto po prostu jest nieśmiały, ale się stara. Dla mnie nie do przyjęcia jest gość, przeważnie osoba towarzysząca znajomemu, która z pełną premedytacją unika integracji i sprawia wrażenie obrażonej, że w ogóle przyszła! Uhhhh!
    Prawa ręka rzeczywiście pomocna, aczkolwiek czasami irytująca.
    Gościa widmo przerabiałam.
    Gwiazdy wieczoru chyba nie znam.
    Nie przypominam też sobie księgowego, natomiast biznesmen może mieć różne odmiany:) Dla tego typu, który mam na myśli, można właściwie stworzyć osobną nazwę – to człowiek, który jest zabrany jednym tematem (czasami innym na każdej imprezie). Oddaje się mu z uporem maniaka i przekonuje innych.
    Maruda? Jezu… Miałam kiedyś taką koleżankę, która zawsze upijała się na smutno i dołowała wszystkich przy stole, nawet tych najweselszych. Czasami tak mnie pozbawiała mocy, że z rezygnacją ściągałam czapkę błazna. Na wszystkich zdjęciach, jakie mamy wspólnie – P jest zawsze uwieszona mojego ramienia, a moja mina mówi wszystko…
    To chyba na tyle. Gdy mi się coś przypomni – dopiszę :D

    • 25 sierpnia 2017 o 21:03

      No dobra, to kiedy idziemy na imprezę?
      A tak poważnie, ja bywam czasem taką mimozą. Ale nie wiem, czemu tak mam. Nie umiem na siłę prowadzić konwersacji o pogodzie z każdym dookoła, choć byłaby to cenna umiejętność.

      • 26 sierpnia 2017 o 00:51

        Ojej, nie pamiętam już kiedy ostatnio na imprezie byłam, ale chętnie skorzystam:)
        Ja też nie zagaduję każdego – to już byłaby przesada. Wyobraź sobie, że i ja mam czasem gorszy dzień i staję się mimozą. Przeważnie w taksówce, właśnie kiedy pan taksówkarz ma najwięcej do powiedzenia i nawija jak nakręcony. A ja chcę tylko przemieścić się z punktu A do punktu B i – skoro wzięłam taksówkę – to raczej się spieszę i nie mam nastroju na pogaduszki.

  2. ~Soñadora - Rysiowa Kraina
    25 sierpnia 2017 o 12:07

    Ja bym dodała jeszcze poliglotę, z racji obcojęzycznej rodziny mojego męża, mamy również takich gości. Po kilku głębszych jest przekonany, że zna wszystkie języki i z każdym chce nawiązać bliższy kontakt. Rzuca wszędzie i każdemu „wule wu kusze awek mła” i zawzięcie tłumaczy, że on zna Rwandę, Chiny i Meksyk, choć najdalej był w Czechach (mamy kilkadziesiąt kilometrów do granicy;). Często próbuje też tłumaczyć coś po polsku, mówiąć GŁO-ŚNO, WY-RA-ŹNIE I BAAAAR-DZO PO-WO-LI;)

    • 25 sierpnia 2017 o 20:52

      Co prawda mam w rodzinie tylko jednego rodowitego obcokrajowca, ale ten temat też znam. Do tej pory pamiętam, jak na naszym weselu jeden z wujków próbował go zapytać o pochodzenie po „angielskiemu”. Brzmiało to mniej więcej tak (zapis fonetyczny): Łot kantri…eee… siti…eee…ju from?

  3. 25 sierpnia 2017 o 13:38

    O mamo, opisałaś właśnie ludzi, których spotykałam zawsze na większości imprez w moim życiu – dzięki Bogu, że nie były to RODZINNE imprezy :D

    • 25 sierpnia 2017 o 21:01

      Wśród moich najbliższych na szczęście nie wszystkie typy się znajdują, chociaż bez problemu mogę wskazać przynajmniej jedną Gwiazdę Wieczoru, Gość Widmo i Maruda też by się znaleźli ;)

  4. 25 sierpnia 2017 o 17:50

    I tak podczas imprez poznajemy cechy osób nam bliskich… :)
    Mój ulubiony typ to ten, który koniecznie chce rozbawić całe towarzystwo. I dowcipy opowiada nawet na pogrzebie…

    Pozdr
    M

    • 25 sierpnia 2017 o 20:57

      Trochę zejdę z tematu, ale coś mi przypomniałeś. Spotkałam kiedyś panią z zakładu pogrzebowego, która zdrabniała każde słowo. „Kwiatuszki”, „pomniczek” i „krzyżyk” jeszcze zniosłam, ale ze „zwłoczkami w trumience” było już gorzej ;) Dodam, że chodziło o „zwłoczki” mojej babci. Może kobieta próbowała sobie w ten sposób oswoić temat wszechobecnej śmierci, bo ja wiem…

      • 25 sierpnia 2017 o 21:56

        Zdrobnienia? Nie cierpię gdy rozmawiam ze sprzedawcą a ten mi co chwila mówi: pieniążki.

        • 30 sierpnia 2017 o 08:07

          „Pieniążki” mnie akurat nie drażnią. Kiedy pracowałam w sklepie, mieliśmy odgórny zakaz używania tego zdrobnienia, za to klienci posługiwali się nim nagminnie, więc przywykłam. ;)

      • 26 sierpnia 2017 o 21:07

        Ja zgrzytałam zębami podczas zwiedzania różnych cerkwii, kiedy słyszałam CERKIEWKA…

        • 30 sierpnia 2017 o 08:06

          Cerkiewka? Nie wpadłabym na to! Mam natomiast koło siebie krawcową, która niedawno obiecywała mi, że „we wtoreczek dojedzie paczuszka z niteczkami i wtedy migusiem skróci mi te firaneczki”. A potem poprosiła o numerek komóreczki, żeby dać mi znać, jak będą gotowe… No i spróbuj się przy tym nie roześmiać!

  5. 27 sierpnia 2017 o 22:38

    Ja dorzucę jeszcze typ, który poniekąd mieści się w pkt. 3, ale bardziej skupiony jest na sobie – hipochondryk. Oj, nikt przy takim nie chce siedzieć. A nie daj Bóg powiesz, że miała(e)ś jakąś chorobę, to zawsze usłyszysz: Ja to dopiero chorowałam.

    • 29 sierpnia 2017 o 18:36

      Hipochondryka posadzić obok takiego z misją lekarza lub farmaceuty… I niech sie sobą zajma.
      Pozdr
      M

      • 30 sierpnia 2017 o 07:59

        O… tak, ten typ też znam, choć akurat nie z rodzinnych uroczystości. Trafiam na takich współpasażerów w pociągach :)

  6. ~3m
    1 września 2017 o 08:11

    Witam!
    Jestem tu pierwszy raz – trafiłam od Ahaja i Dziubasowa.
    Całe szczęście nie imprezujemy.
    Ale pamiętam swoją osiemnastkę (ho ho…kiedy to było) Moja wtedy najlepsza przyjaciółka okazała się być tym typem – gwiazda wieczoru. Zepsuła mi imprezę urodzinową i przy okazji straciła najlepszą i chyba jedyną przyjaciółkę.
    Pozdrawiam!

    • 3 września 2017 o 12:59

      Cześć! Miło, że zajrzałaś :)
      No tak to właśnie bywa. U nas tym razem Gwiazda Wieczoru okazała się jednocześnie Gościem Widmo, co chyba wszystkim wyszło na dobre ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *