Dziecko Idealne, Bąbel Statystyczny czy Zwykłe Bobo? Kto wygra Wielką Gonitwę Niemowlaków?

Znajoma z pracy, mama niespełna półtorarocznej dziewczynki, zapytała ostatnio, czy nie chciałabym ubranek po jej córeczce. Zgodziłam się ochoczo, zaznaczając przy okazji, jaki rozmiar nosi obecnie moja pociecha. Niestety, okazało się, że ten sam, co latorośl owej znajomej, a dzieli je prawie rok!

Niedługo minie sześć miesięcy, odkąd Księżniczka jest z nami. Domowy bilans tego wspólnego półrocza wypada zacząć właśnie od wzrostu, który jest – jak zgrabnie zauważyła Ahaja – iście królewski. Przedwczoraj przesiadłyśmy się do spacerówki (z Księżniczką, nie z Ahają), bowiem wożenie młodej w naszym kombajnie 2w1 zaczęło mijać się z celem. Nawet po rozłożeniu siedziska na płasko urocze stópki naszej gwiazdy dyndały radośnie poza linią podnóżka… W związku z powyższym jak bumerang powraca pytanie o jej rodziców biologicznych. Zastanawiamy się, czy byli wysocy, postawni? Oboje z P. jesteśmy raczej przeciętnego wzrostu (ja to nawet niskiego), będzie śmiesznie, jeśli za kilkanaście lat stanie obok nas Marcin Gortat albo inny Michael Jordan w spódnicy  :lol: . Szczerze mówiąc, po cichu liczę, że to gwałtowne rozciąganie się Księżniczki we wszystkie strony niedługo się zatrzyma na jakiś czas albo przynajmniej wytraci prędkość nadświetlną, bo córa zwyczajnie nie mieści się w sprzęty przeznaczone dla swojego etapu rozwoju. I żeby nie było, nie podajemy Księżniczce miksowanych Big Maców ani nie karmimy jej na siłę „za mamusię”, „za tatusia”, „za wujka Cyngla” ani za inne potwory. Odżywia się właściwie całkiem normalnie, zgodnie z Mądrymi Tabelkami i wskazaniami pediatry.

O, i właśnie o tych Mądrych Tabelkach chciałam napisać. Żyjemy w zaiste cudownych czasach, kiedy wszystko da się zmierzyć, zważyć, policzyć i dopasować do norm unijnych. Nawet dziecko. Nie wiem jeszcze, co należy zrobić, kiedy maluch nijak nie chce się w tych widełkach zmieścić… macie jakiś pomysł? Może trzeba zapłacić podatek? Żyrafowe od za wysokich, mrówkowe od za niskich, pączkowe od zbyt okrągłych, a szczypiorkowe od tych z niedowagą?

Nie żebym miała coś przeciwko istnieniu norm rozwojowych. Świetnie, że one są – rodzic, zwłaszcza niedoświadczony, ma przynajmniej wskazówki, kiedy reagować i czy już rwać włosy z głowy, czy jeszcze troszkę poczekać (a jeżeli dodatkowo szuka podpowiedzi w internecie, to na pewno znajdzie powody do paniki). Mądre Tabelki generują jednak wśród młodych matek (ojców chyba w mniejszym stopniu, chociaż kto wie?) potrzebę posiadania Dziecka Idealnego. Ideały, jak wiadomo, nie istnieją – i w tym cały ambaras. Istnieje natomiast niewyidealizowany, za to uśredniony Bąbel Statystyczny, czyli przyczyna nieszczęść wszelakich.

Kim jest Bąbel Statystyczny? Maluchem, który od szóstego miesiąca życia ząbkuje, w siódmym siada, w ósmym pełza, a przed ukończeniem dziesiątego raczkuje. Je regularnie, przesypia 14 godzin na dobę, a w dniu, gdy stuka mu pół roku, mierzy pomiędzy 65 a 70 cm i waży 6,5 – 8,5 kilograma, jeżeli jest Statystyczną Dziewczynką i ewentualnie ciut więcej, jeżeli Chłopcem.

Młode mamy, nauczywszy się Mądrych Tabelek na pamięć, lubią porównywać swoje dziecko z opisanym wyżej Bąblem. Oczywiście chodzi o to, aby ich pociecha Bąbla wyprzedziła, ewentualnie rozwijała się równo z nim, ale broń Panie wolniej choć o dzień! Wtedy zaczynają się podejrzenia, że trafił im się egzemplarz wadliwy bądź popsuł się w międzyczasie. Niestety karty gwarancyjnej brak, a instrukcja obsługi okazuje się mało precyzyjna (do tego zawiera napisaną małym druczkiem informację, że każdy bobas rozwija się we własnym tempie!). Co wówczas robić? Najlepiej przenieść porównania z Bąbla Statystycznego na dziecko siostry, sąsiadki, koleżanki z pracy albo tej zielonowłosej fryzjerki, co zawsze krzywo przycina grzywkę. Jeżeli którekolwiek z powyższych doświadczało skoków rozwojowych później, to uff, można odetchnąć z ulgą. Gorzej, jeśli żadne! Wówczas pozostaje tylko dzwonić po egzorcystę czy innego odczyniacza uroków.

Żarty żartami, ale czasem ta potrzeba porównywania rozwoju maleństw przybiera formę koszmarnie irytującą i po prostu niezdrową. Dla przykładu dwie sytuacje. Opis pierwszej kopiuję żywcem z lipcowego maila do Izzy (Nasz Mały Światek) – mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone przez Nią i przez Was.

Sytuacja pierwsza
„Rzecz miała miejsce na terenie otwartej siłowni w pobliskim parku.
Młoda spała smacznie, toteż ustawiłam wózek w cieniu, wcisnęłam hamulce, założyłam moskitierę i dawaj na pierwsze wolne urządzenie. Chwilę później pojawili się młodzi dziadkowie z wnusią, na oko 1,5 roczną. Takim słodkim, ledwo chodzącym, ryżym bobo. Nigdy nie mogłam pojąć, po co ludzie chodzą z takimi szkrabami na tę siłownię, skoro w pobliżu jest mnóstwo placów zabaw, ale niech tam. Dziewczynka siadała na urządzeniach i udawała, że ćwiczy, przy głośnych zachwytach babci. Aż tu nagle babcia wpadła na „genialny” pomysł: „Kornelka, chodź, OBEJRZYMY DZIDZIĘ!”. Moją dzidzię, znaczy się. Może jestem jakaś dziwna, ale nie zaglądam obcym ludziom do wózków, a znajomych zawsze pytam, czy mogę. No ale ok, nic nie mówię, obserwuję. A babcia podchodzi do wózka Księżniczki, ściąga moskitierę, wkłada głowę pod budkę i zaczyna gadać do małej! I to teksty w stylu „No chodź tutaj do mnie!” (eeee… że co?). Po czym odwraca się w moją stronę i oburzonym tonem oznajmia: „Ona już nie śpi!” No raczej, skoro obcy ludzie naruszają jej przestrzeń. Złażę więc z urządzenia (mojego ulubionego, psia kość) i podchodzę do wózka. A kobieta do mnie: „Dlaczego ona jeszcze nie siada?” Grzecznie informuję, że ma dopiero 4 miesiące, na co słyszę: „A to dlaczego taka duża?”„No nie wiem, bo rośnie?” – burczę ironicznie, bo już mnie sytuacja wkurza. I wtedy następuje punkt kulminacyjny: Kornelka tymi łapkami brudnymi od miliona urządzeń na siłowni smyra moją córę po twarzy, a babcia ją jeszcze zachęca! „Zobacz, jakie dzidzia ma oczka, a jakie włoski, a jaki nosek…” No kurczę! Nie mam fioła na punkcie sterylności, w domu Księżniczka się tarza po podłodze (na której przed chwilą pies lizał sobie… nie tylko łapy) i nie latam za nią z odkażaczem, ale serio? Przecież tam na tej siłowni w nocy siedzą bezdomni albo inne żule! Proszę więc małą, żeby zabrała rączkę (i przy okazji nogi, bo chcę odjechać z wózkiem). Babcia stęka coś pod nosem, że zabieram Kornelce dzidzię (a co to, lalka jakaś?). Potem każe wnuczce zrobić „papa” i się dziwi, że moja jej nie odmachałaZapewne Kornelka w wieku 4 miesięcy już siedziała, machała i czytała eposy Homera w oryginale, a potem przekładała je na łacinę. Trudno, Księżniczka póki co mówi „leee”, „li” oraz „aaa!” i potrafi uroczo przekręcać się na brzuszek podczas przewijania. Każdy ma jakieś talenty jak widać.”

Sytuacja druga

W przeciwieństwie do pierwszej niestety rozciągnięta w czasie. Otóż koleżanka została mamą kilka tygodni przede mną. Wcześniej nie byłyśmy blisko, jednak odkąd dowiedziała się o Księżniczce, zasypuje mnie zdjęciami i szczegółowymi opisami postępów swojej córeczki. Ogólnie rzecz ujmując, nie mam nic przeciwko, urocza ta jej mała, a i fajnie mieć wśród znajomych kolejną młodą mamę, zawsze można się wymieniać doświadczeniami. Problem dotyczy formy, jaką ta wymiana doświadczeń przybiera. Wiadomości od rzeczonej znajomej brzmią mniej więcej tak: „Ile razy wstajesz w nocy? Bo Lucynka to już od miesiąca śpi do rana” – i zdjęcie śpiącej Lucynki jako dowód, gdybym miała wątpliwości. Zanim zdążę odpisać, przychodzi następny MMS: „Lucynka ma już 2 ząbki, po jednym na górze i na dole! A Wasza ile ma?”. „Żadnego” – odpowiadam zgodnie z prawdą. Następuje niewróżąca niczego dobrego cisza, a po niej elaborat: „A byliście z tym problemem u dentysty? Neurologa? Albo chociaż pediatry? Bo to chyba nienormalne, żeby pięciomiesięczne dziecko nie miało zębów! No wiesz, ja nie chcę nic sugerować [taaa, jasne, tak samo jak ja nie chcę jeść słodyczy do filmu, same się jedzą], ale żeby Księżniczka potem nie miała problemów ortodontycznych albo żeby się nie okazało, że jest opóźniona w rozwoju! No bo Lucynka to już ma dwa ząbki, po jednym na górze i na dole! [nie, to nie jest błąd Matrixa, naprawdę napisała to dwa razy]”. Próbowałam, a jakże, poprosić koleżankę, żeby nieco przystopowała. Trochę żartem, jak to ja, że nie mamy o co się ścigać, bo obie nasze córy zasługują na podium… i takie tam. Niestety, ona ma chyba potrzebę… chciałam napisać „bycia lepszą”, ale byłabym niesprawiedliwa. Raczej „bycia równą”. Myślę, że ta potrzeba wynika z wszechpanującego poczucia, że nasze dzieci muszą dzisiaj spełniać oczekiwania świata. Tego, który wszystko, z uczuciami włącznie, próbuje upchnąć w sztywne ramy. I to obsesyjne porównywanie ma po prostu upewnić nas, rodziców, że z naszymi dziećmi jest wszystko ok. Że – jakkolwiek to nie zabrzmi – pasują do systemu.

Patrzę teraz na śpiącą w bujaku Księżniczkę, która pomimo skończonych sześciu miesięcy nie siedzi i nie ma zębów, za to ubranka nosi na 9m+, a siłę w rękach ma taką, że jak cisnęła dzisiaj smoczkiem, to szukałyśmy go z Siostrą przez kilka godzin. I wiecie co? Dla mnie tę chorą w istocie Wielką Gonitwę Niemowlaków wygrywa Zwykłe Bobo. Moje Bobo.

——————————————————————————————————————————–

EDIT: Bardzo przepraszam osoby, które mogły poczuć się urażone przytoczoną powyżej historią. Gwarantuję, że nie dotyczyła żadnej ze znanych mi Czytelniczek bloga. Poza tym starałam się ją przedstawić tak, aby trudno było zidentyfikować jej bohaterkę. Moim celem było przedstawienie pewnego zjawiska, a nie dokuczenie komukolwiek personalnie. Dziękuję za wszystkie spostrzeżenia i komentarze, także te poza blogiem. Wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne.

  33 comments for “Dziecko Idealne, Bąbel Statystyczny czy Zwykłe Bobo? Kto wygra Wielką Gonitwę Niemowlaków?

  1. ~J.
    6 września 2017 o 21:05

    Podatki zrobiły mi dzień :)
    Jakiś czas temu koleżanka martwiła się, że jej córka jeszcze nie mówi. Synek jej znajomej wówczas już powtarzał rymowaki, a jej córeczka nie odzywała się za bardzo. Mówię jej – „zobaczysz, teraz nie mówi, ale jak zacznie, to będzie od razu mówić całymi zdaniami”. I się nie pomyliłam za bardzo. Każde dziecko ma swój czas na wszystko (na ogół).

    • 6 września 2017 o 21:27

      Ty się nie śmiej z podatków, bo jak je wprowadzą, to zbankrutuję na żyrafowym i pączkowym :/
      Też myślę, że na wiele rzeczy Księżniczka jeszcze ma czas. Inna sprawa, że rodzice adopcyjni chyba w ogóle są bardziej podejrzliwi wobec swoich dzieci. Na szkoleniach dużo się mówi o obciążeniach i deficytach (nie bez powodu przecież!), a potem z nieufnością patrzymy na nasze maluchy, jakbyśmy tylko czekali, kiedy wyskoczy ten diabeł z pudełka ;)

      • ~J.
        6 września 2017 o 21:32

        Też byłam pączkiem jako bobo. Byłam dużo większa niż mój kościsty brat. Długo wyglądało na to, że będę wysoka po tatusiu. A potem nagle STOP! Nie rośniesz więcej.
        Pewnie sama byłabym nieufna, pewnie każdy jest…. Ale z perspektywy ciotki Księżniczka jest idealna <3

  2. ~CanCan
    6 września 2017 o 23:23

    Motyla Noga! Jestem Księżniczka albo Księżniczka jest mną! Byłam tak duża i tak długo nie chodziłam , ze ludzie na ulicy pocieszali moja mamę, ze z taka tragedia i jakie to to upośledzenie. Obcy ludzie! Moja mamę! Aaa! Współczuje! Głównie szukania butów do komunii bo ja musiałam mieć ślubne koleżanki mojej mamy. No i biegać nie lubię wiec pewnie dlatego zasiedziałam się w tym wózku ;-) Księżniczka wie co robi :) Aha – zębów tez nie miałam , to widocznie promocje łączone! Ps. Już mam:)

    • 7 września 2017 o 15:03

      Faktycznie dużo się zgadza! Chociaż nie wiem, jak to z tym bieganiem będzie, bo nasza Księżniczka jest nad wyraz ruchliwa. Ostatnio rozśmieszyła pediatrę, bo tak się turlała, że nie mógł jej zbadać… A jak już wreszcie unieruchomiłam jej kończyny, to zaczęła zjadać lekarzowi zegarek ;)

  3. 7 września 2017 o 12:23

    Coś chyba jest w powiedzeniu, że najpierw nie możemy się doczekać kiedy dziecko zacznie mówić i chodzić a potem każemy mu siedzieć i być cicho ;) A dziecko ma wszystko w nosie i robi co chce. Jak jest gotowe to robi pierwszy krok, jeśli nie to nie. Co z tego, że ja kupiłam piękną spacerówkę jak żadna nie chciała w niej jeździć ;) I tak to jest. Czasem widzę mamusie na siłę prowadzające dziecko za rękę ( olaboga czasem za jedną! prawie ją urywając) Można dziecko stymulować, ale nie zmuszać. No chyba, że faktycznie coś się dzieje. Kiedyś opisywałam taką historię u siebie o dziecku, które mając 2.5 roku nie mówiło nic, ale według mnie to właśnie presja ze strony rodziców sprawiła, że zamknął się w sobie i potrafił wydusić z siebie tylko MAMA.
    A co do zębów to jest to uwarunkowane genetycznie kiedy wyjdą, więc niech tamta się dokształci ;) Choć dobrze wiedzieć, że moje dziewczyny są książkowe, obie w wieku 6 miesięcy miały już po ząbku ;) No. Teraz czuję się dowartościowana :P
    A tak na poważnie to moja starsza też zapowiada się na wysoką. Coś czuję, że będę się jej mieścić pod pachą..
    Natomiast młodsza dołączy do mnie do wiecznego odchudzania się coś tak mi się wydaje ;) Te pulchniutkie nóżki jak nic ma po mnie haha. No cóż, przynajmniej nie będę sama.
    Pozdrowionka
    P.S. Opublikowanie naszego maila bez mojej zgody wybaczam ;) Ale błagam, nie publikuj wszystkiego :D

    • 7 września 2017 o 15:00

      Jestem tak zachwycona tą spacerówką, że niech tylko Księżniczka spróbuje nie chcieć w niej jeździć! ;) Żartuję, jak się zbuntuje to trudno, jej prawo. Póki co nie narzeka. O mówieniu to jeszcze nawet nie myślę, czasem jedynie droczymy się z P., jakie będzie jej pierwsze słowo. (Moja daleka kuzynka dłuuugo nie mówiła, aż w końcu zaczęła od słowa… „cholera”. Gdybamy, czy mała nie pójdzie przypadkiem w jej ślady :P)

      Naprawdę nie mogę opublikować wszystkiego? Łeee, a już chciałam… ;)

      • 7 września 2017 o 21:14

        To ja Ci coś zdradzę… Pierwsze słowo E. to „gej” :/ masakra. Nie wiem, czy jej mówić. Powiem jej, że pierwsze słowo to było „Kocham cię mamusiu”:P
        Do drugiego roku życia E. była mega łysa- ja również. Ciągle brali ją za chłopaka. Nie mogłam doczekać się tych włosków. A teraz muszę robić kitki, warkoczyki, a to spinka nie ta, a to gumka ma nie ten kolor czy odcień. Eh. I co było złego w łysym dziecku? No powiedzcie mi? Przynajmniej wychodząc spod prysznica nie trzeba było ich suszyć ;) To samo z zębami. Jak już są to trzeba je myć, pielęgnować itd. A tak to pije mleko i się nie przejmujesz.

        • 7 września 2017 o 22:06

          No widzisz, jakie masz poprawne politycznie dziecko? Gdyby powiedziało „pedał”, to miałabyś większy powód do wstydu ;)
          A kitkę już próbowałam robić, bo mała ma na czubku głowy sporo włosów, ale jeszcze się nie dało.

          • 7 września 2017 o 22:48

            hahahaha. No widzisz, nie pomyślałam o tym. Ależ to moje dziecko mądre, od małego dostosowuje się do obecnych czasów ;) Ostatnio wypaliła, że chce mieć włosy jak Roszpunka… Litości.

          • 9 września 2017 o 20:48

            A co jest złego w Roszpunce… no dobra, poza tym, że to Ty musiałabyś te włosy rozczesywać i układać? ;)

  4. ~Tyśka
    7 września 2017 o 13:23

    Ty się ciesz, że nie wychodzą za szybko te zęby, bo jak rosną to jest tragedia – u nas brzydkie kupy, obalałe dziąsła, gardło i gorączka ponad 39!
    Nasza Hanicia miała prawie 7miesięcy jak pokazał się pierwszy ząb i później już poszło. Miała prawie 8 miesięcy jak samodzielnie usiadła. A potem już niestety szybko zaczęła raczkować i jeszcze szybciej chodzić. I tyle mieliśmy z bąbelka, którego w dzień po skończeniu siódmego miesiąca przynieśliśmy do domu. W ciągu niespełna dwóch miesięcy z leżącego dzidziusia Hania stała się małym, wielkim człowiekiem, za którym ja nie mogłam nadążyć;-0 Ciesz się Księżniczką, bo już niedługo będziesz gonić za małą torpedą;-)
    P.S. Powodzenia z Reksiem!!!Żal człowiekowi doope ściska, ale skoro pies niereformowalny to nic nie zrobisz. Może poszukajcie pomocy w sprawie dobrego domu dla Reksia tutaj: http://bialyjack.pl/category/adopcje. Powodzenia!!!!!

    • 7 września 2017 o 14:56

      Tyśka! Dawno Cię nie czytałam, miło, że jesteś!
      Też tak sobie tłumaczę z tymi zębami, zresztą co się odwlecze, to nie uciecze. Najwyżej dłużej będzie jadła papki.
      A ruchliwa to ona już jest i to jak diabli! Tyle tylko, że na razie trenuje pływanie na sucho, a nie siadanie i raczkowanie ;)
      Domu dla Reksia szukają dwie fundacje, w Polsce i poza, ale chętnie zajrzę też na podaną przez Ciebie stronę. Reksio odstawił psychotropy, bo nie pomagały, ale poza tym jest jak było. A nawet gorzej, bo obce dzieci też przestają mu się podobać.

  5. 7 września 2017 o 15:52

    Ja też nie ogarniam tych mądrzących się matek. Mówiąc szczerze bardzo rzadko je spotykam, ale wiem, że są. (Może dlatego rzadko, bo wewnętrzny radar każe mi je omijać z daleka? Tylko nie każdego, ups, da się ominąć ;-))

    Dobrze, że mamy swoje miejsca w sieci. Można poczynić zabawny post i odreagować :-)

    PS. Fruzia wyhodowała pierwszego zęba tuż po skończeniu 6 miesięcy. Teraz ma 2,5 roku i wciąż gada pojedynczymi słowami, w dużej mierze po chińsku. Gdybym zaglądnęła do tabelek, z których musiałyśmy czasem korzystać w Różowej Chmurce, wyszłoby mi jak nic, że jest mocno w tej kwestii opóźniona:-)

    • 7 września 2017 o 16:16

      Ups… chyba mi coś nie wyszło, bo tym razem nie zamierzałam niczego odreagowywać, raczej podzielić się spostrzeżeniami i refleksjami.
      Dałaś mi do myślenia :)

      • 8 września 2017 o 13:59

        Kochana, ale ja tak ogólnie to napisałam, nie bierz tego do siebie:-) Zupełnie nie to miałam na myśli!

  6. 7 września 2017 o 18:22

    Hehehe. Szkoda, że nie ja – chętnie bym się przejechała spacerówką, a co!

    Moja Droga, dokładnie wiem, o czym mówisz. Też miałam takie koleżanki, których dzieci były rówieśnikami Wiki i Oliwki. Śmiałam się z opowieści znajomej, której synek był dokładnie w wieku Wiktorii, a w wieku 4 miesięcy siedział sam w wanience, w wieku 6 to już w tej wanience chałupce wywijał i stepował. Zaczął chodzić w wieku 9 miesięcy, załatwiał się na nocniczek (pomijam fakt, że dziecko do 2 roku życia nie rozumie związku nocnika z opróżnianiem pęcherza, ale spoko. Jak by mnie na kilka godzin dziennie sadzali, to pewnie też w końcu bym zrobiła). Z Tamalugą mam spokój, bo… no cóż: nie znam wielu matek, z małymi dziećmi, w moim wieku :D
    Każde dziecko jest inne i idzie sobie własnym trybem, co absolutnie nie musi wpływać na jego późniejszy rozwój. Ja zaczęłam bardzo szybko mówić, za to chodzić późno (tak późno, że chyba nawet to pamiętam:D) I bardzo późno wyszły mi zęby. Tamaludze z kolei zęby pojawiły się błyskawicznie (ma już chyba zapełnione półki) a chodzić zaczęła pod koniec 10 miesiąca, czyli… zanim zaczęła siadać! W tej rodzinie nic nie może być normalnie i po kolei :D Nie wiem, czy twa „koleżanka” się orientuje, ale im później wychodzą zęby, tym lepiej – niech zapyta dentystę. ( W ogóle mogę podać jej mój numer, niech mnie zamęcza, a jak się dowie, że 19 miesięczna Tamaluga śpi kiedy chce i gdzie chce, i nie budzi się w nocy w ogóle, albo pierdylion razy, raz zjada chętnie obiad, innym razem cały dzień chce tylko mleko, to chyba opiekę społeczną na nas naśle :D)
    Na zbyt wczesne chodzenie też trzeba uważać (bo stawy, bo kości, bo nóżki niestabilne itd). Sprawdzałam Tamalugę w owej siatce i okazuje się, że wzrostem jest na samym dole. Ja jednak widzę, że wyrasta z ciuszków, a że wolniej? Co z tego! Ani ja ani Tomek do wysokich nie należymy, więc tu niespodzianki też raczej nie będzie.
    Moja Malutka Księżniczka Royal Size… Ciocia Ahaja całuje te wystające poza wózek stópki:)

    • ~t.vik
      8 września 2017 o 03:30

      Ahaja, a spotkałaś się kiedyś z NHN (naturalna higiena niemowląt)? Polecam ;)
      Niektórzy proponują nocnik dla trzymiesięcznych. Może nie doceniamy zdolności dzieci?
      Pozdrawiam.

      • 9 września 2017 o 01:48

        Nie, ale właśnie o niej czytam… Człowiek uczy się całe życie. Może, gdy zbudujemy taką więź nad kibelkiem, to w przyszłości unikniemy buntu nastolatka? „Nie podnoś mi tu głosu, moja panno, więcej szacunku – to ja ciebie… godzinami… nad kibelkiem… No! A jak mi tu będziesz podskakiwać – pamiętaj, że mam film i nie zawaham się go użyć na twojej osiemnastce!:
        P.S. Boże, czytam komentarze i jedna taka kilkudniowego noworodka trzymała, bojąc się, że jej wpadnie do środka…

        • ~t.vik
          9 września 2017 o 03:47

          Nad kibelkiem???!!! Dobrze, że nie nad ustępem :0 Przecież mowa była o umywalce, gdzie można całkiem bezpiecznie postać w wygodnej pozycji.
          „Wspaniała więź”… dość subiektywny huraoptymizm, którym autorka rujnuje własną „książkę”, całkiem niepotrzebnie w kółko o tym pisząc. Ale sama idea jest dość ciekawa i osobiście uważam, że warta prób. Zresztą to nie jest jej pomysł, tylko powrót do naturalnych zachowań, który coraz powszechniej stosuje się zwłaszcza na Dalekim Wschodzie (wg wiadomości ze szwedzkiej telewizji).
          Próbowałem. Nie wszystko mi wyszło, ale z perspektywy czasu uważam, że warto :)

          • 9 września 2017 o 20:59

            Ciekawa koncepcja i dla mnie zupełnie nowa. Dzięki, że o niej wspomniałeś. Przeczytałam z zainteresowaniem kilka artykułów na ten temat, chociaż jestem sceptyczna w kwestii takiego wracania na siłę do natury. Rezygnacja z pieluszek nieodparcie kojarzy mi się (przepraszam wrażliwych) z dobrowolną rezygnacją z podpasek czy tamponów… Też byłoby naturalnie i bez chemikaliów, a jakoś chyba żadna z kobiet sobie tego nie wyobraża. Jasne, że nie można dać się zwariować technologii, bo ona faktycznie potrafi zupełnie zniszczyć więź rodzic-dziecko, ale odwrotna skrajność też mi się jakoś nie widzi. Ja tam chwalę sobie pieluchy jednorazowe, Księżniczka nie ma ani odparzeń, ani problemów z rytmem wypróżnień. Gdyby było inaczej, to pewnie szukałabym innych rozwiązań, na szczęście nie muszę.

          • 12 września 2017 o 19:56

            To nie mi, tylko Ahai, to ona wywołała temat :D ;)
            A przy okazji – znacie to: http://www.shantala.pl/baby/ ?

  7. 10 września 2017 o 00:17

    A ja bohaterki z sytuacji pierwszej i drugiej patrzyłbym też trochę jak na dar niebios. Dlaczego? Bo to są takie naturalne szczepionki na to, co nastąpi później…:)

  8. 12 września 2017 o 21:48

    Autentycznie przeraża mnie fakt, że nawet niemowlętom każe się brać udział w takim wyścigu szczurów -już od pierwszych miesięcy ich życia :( Czy nie wystarczy późniejsza edukacja w szkole albo kolejne stanowiska pracy – by wtłoczyć człowieka w sztywne ramy i schematy i kazać mu ciągle zapierniczać w tym kręcącym się z zawrotną prędkością kołowrotku?

    A z drugiej strony – zdumiewają mnie rodzice, którzy kompletnie nic nie robią sobie z owych „widełek” i przez bardzo długi czas bagatelizują pewne znaczące odstępstwa od normy. Także, najlepiej zachować we wszystkim umiar – i nie popadać w żadną ze skrajności.

    • 13 września 2017 o 20:21

      Oglądałam kiedyś program o wyścigach niemowlaków (w najbardziej dosłownym znaczeniu, wygrywał maluch, który najszybciej doraczkował do rodzica), więc porównywanie ząbków i kupek nie jest chyba aż tak nienormalne ;)
      A tak poważnie – żadne skrajności nie są dobre i nikomu nie służą.

  9. ~3m
    13 września 2017 o 16:57

    Hej! Jestem tu pierwszy raz. Trafiłam od Ahaji. Moje dzieciaki też szybciej rosną. Syn obecnie 5-letni nosi ubrania w rozmiarze 122 spodnie i 128 bluzki (czyli na 7-8 lat) a córa 3-letnia nosi rozmiar 110 (na 5 lat). Odwiedzamy regularnie ortopedę bo moi kuzyni mieli ogromne problemy w wieku nastoletnim bo za szybko rośli. Mieli problemy z kręgosłupem i operacje na kolanach. Ja też szybko rosłam, ale do pewnego momentu. Do 14 roku życia. W podstawówce byłam jedną z najwyższych a w gimnazjum i w liceum jedną z najniższych :P
    Ja nie miałam nigdy ciśnienia że moje dziecko coś musi. Gdy mnie coś niepokoiło omawiałam sprawę z lekarzem a nie z inną mamuśką której cudowne dziecko czytało gazety w wieku 3 lat.
    Pozdrawiam!

    • 13 września 2017 o 20:29

      Cześć :) Witaj na Stożkach!
      Ja już u Ciebie byłam, trafiłam akurat na posty o sprzedaży domu i odmowie kredytu dla potencjalnych kupców… Pisanie komentarza odłożyłam na później, bowiem Twoje wpisy przypomniały mi baaardzo trudny okres w naszym życiu… Przeżyłam rok mieszkania z rodzicami pomimo posiadania własnego lokum, przeżyłam odmowę kredytu już po podpisaniu umowy z bankiem (!), wiele rzeczy opisanych przez Ciebie znam z autopsji. Muszę jednak zebrać myśli, żeby zostawić Ci tam rzeczowy komentarz, a nie emocjonalny elaborat. Również pozdrawiam :)

      • ~3m
        14 września 2017 o 12:58

        :)
        Jakie to dziwne, że życie potrafi się tak skomplijować i od czasu do czasu dać potężnego kopa wiadomo w co, żeby przypadkiem człowiekowi za dobrze nie było.

  10. 16 września 2017 o 14:15

    Ach te cudowne porównania – to właśnie dzięki nim „urwał mi się kontakt” z kilkoma osobami… ;)))

    • 16 września 2017 o 19:56

      Od takich kroków jestem póki co daleka, ale kto wie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *